Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciąża. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciąża. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 maja 2015

Olka nie ma, jest plan C

Muszę przyznać, że Olek trzyma nas w napięciu bardziej, niż najlepszy film akcji. 8 dni po terminie wciąż nie ma żadnych oznak zbliżającego się porodu - oprócz tego, że poziom wód płodowych się zmniejsza. 

Dziś po badaniu dostałam do wyboru: albo czekamy dalej, albo decyduję się na cesarkę i jutro z rana jestem już po wszystkim. 

Przez 9 miesięcy byłam naprawdę pozytywnie nastawiona do porodu naturalnego. Powtarzałam sobie, że skoro lekko przechodzę ciążę, to będę mieć łatwy i szybki poród. Tak długo sobie to powtarzałam, że naprawdę w to uwierzyłam i praktycznie nie stresowałam się porodem. 

Do wczoraj. 

Wczoraj na moją salę na oddziale ginekologicznym trafiły dwie dziewczyny. Jedna jeszcze przedwczoraj dostała skurczy, które wczoraj rano były już dość silne. Przyjęli ją do szpitala, ale nie miała jeszcze wystarczającego rozwarcia, więc męczyła się strasznie - właściwie od 13.00 do 21.00. Dopiero przed 21.00 zabrali ją na salę porodową, a urodziła po 4.00. Dziewczyna koło 17.00 już nie miała siły chodzić, nie wiem jak ona urodziła...

Druga dziewczyna przyszła do nas już z sali porodowej - miała już skurcze i niewielkie rozwarcie, ale po kilku godzinach skurcze zaniknęły... do teraz jesteśmy razem na sali, niedawno dostała do wypicia olejek rycynowy i czeka na efekty. 

Jak popatrzyłam na to, jak one się męczą, to od razu przeszła mi ochota na rodzenie. Wrócił lęk przed porodem, który miałam jeszcze zanim zaszłam w ciążę. 

Dziś rano, jak usłyszałam o dwóch opcjach do wyboru, to zaczęłam się zastanawiać co wybrać. I postanowiłam, że jeśli dziś naturalnie nic się nie zadzieje, to jutro robimy cesarkę. 

Wystarczy już tego czekania i stresu. Niech już Olek będzie z nami, nawet jeśli ja na początku nie będę mogła się zbytnio ruszyć. Będę miała wsparcie w Marcinie i mojej mamie, więc damy sobie radę.

Teraz więc wszystko zależy od mojego Syna. Albo postanowi dzisiaj wyjść sam, albo jutro mu w tym pomożemy. A ja póki co czekam sobie grzecznie... i tak mi dogadzają Marcin i przyjaciele: 


środa, 6 maja 2015

Prezenty są, a Olkowi się nie spieszy

Otrzymaliśmy dziś mnóstwo prezentów dla Olusia. Nasz Syn ma to jednak w nosie i wcale nie ma ochoty ich oglądać, woli siedzieć w brzuszku ;)

A prezenty przyleciały do Olka aż z Ameryki, od cioci i sióstr ciotecznych Olka. Ośmioletnie siostry wybrały dla Olka ubranka - i tak obszerna garderoba naszego syna powiększyła się o kolejne zestawy ciuszków: 










Oluś dostał też śliczną grzechotkę - przytulankę: 


Ciocia chciała natomiast sprezentować Olkowi podgrzewacz do pieluszek - uznałam jednak, że taki gadżet jest nam raczej niepotrzebny. Zamiast niego dostaliśmy więc małe turystyczne łóżeczko - myślę że przyda nam się zdecydowanie bardziej, bo Olek będzie mógł w nim spać chociażby na balkonie, na trawce u dziadków czy podczas krótkich wycieczek do lasu czy nad wodę. Łóżeczko przyda się nawet w mieszkaniu - bo pewnie wózek czasem będę zostawiać w samochodzie, żeby nie wnosić go po schodach, a w tym łóżeczku Olek będzie mógł leżeć / spać tam, gdzie my akurat będziemy. 


A co u nas?

Kolejne KTG nie powiedziało nic nowego - skurczy brak, cisza i spokój. Jedynie moje samopoczucie może sugerować, że poród jednak się zbliża - dzisiejszy dzień dał mi bowiem w kość zdecydowanie bardziej, niż całe 9 miesięcy ciąży. Czuję się, jakby ktoś mnie skopał po kroczu i jakbym miała tam ogromnego siniaka, z którym muszę jakoś chodzić. Do tego dochodzą dość silne ukłucia co jakiś czas - powiem Wam szczerze, że coraz bardziej ogarnia mnie strach przed samym porodem, nie wiem jak przeżyję ten ból skoro już teraz tak mi ciężko... Do tego co trochę chce mi się płakać... ojj ciężka ta końcówka!

wtorek, 5 maja 2015

Nie rodzę bo...

... bo szyję!

Oprócz delikatnego bólu w kroczu nie czuję, aby cokolwiek się działo. KTG wczoraj pokazało delikatne skurcze, ale nawet ich nie czułam. Myślałam co prawda, że Olek jednak będzie punktualny i urodzi się w zaplanowanym czasie, no ale widać jednak coś w tym jest, że chłopcy lubią sobie posiedzieć w brzuszku. 

Dzięki temu, że Aleksandrowi się nie spieszy, w końcu zrobiłam dziś pizzę (tym razem skorzystałam z przepisu Matko Zabawko). I zaraz spałaszuję jej drugi kawałek!

poniedziałek, 4 maja 2015

Rodzisz już?

A kiedy pytają mnie, czy już rodzę, odpowiadam:


:-)

piątek, 1 maja 2015

Zaczynam się stresować...

Na 40 dni przed porodem zrobiłam listę rzeczy do zrealizowania przed godziną '0'. No i wygląda na to, że wszystkie pozycje zostały odhaczone z listy. 

W środę skończyłam jeszcze oglądać trzeci sezon "House of Cards" (rzeczywiście dużo słabszy niż wcześniejsze dwa), a wczoraj postanowiłam trochę poudzielać się w kuchni i zrobiłam sałatkę oraz naleśniki. 

No i zaczyna się. Stres. Do tej pory poród był daleko - bo miałam tę listę i sporo poduszek do zrobienia. A teraz... dziś już mamy w kalendarzu maj - a powtarzałam ciągle mojemu Synowi, żeby do maja się wstrzymał z wychodzeniem z brzucha. A to oznacza, że już zaraz - za kilkanaście / kilkadziesiąt godzin coś może zacząć się dziać. W mojej głowie kłębi się mnóstwo różnych myśli. Od tych, jak poradzę sobie z uczuciem bólu aż do tego, jak odnajdę się w roli matki...

Jutro czeka nas pierwsze KTG - chociaż cudów się na nim nie spodziewam, bo nie mam żadnych oznak zbliżającego się porodu. Może jedynie robię się powoli rozdrażniona i zaczynam mieć dość ciągłych pytań czy to już. Jeszcze chwila i będę musiała chyba status na FB co trochę aktualizować, żeby nie musieć odpowiadać ciągle na te same pytania ;)

środa, 29 kwietnia 2015

Oduczamy koty wchodzenia do łóżeczka - podsumowanie eksperymentu

Kilkanaście dni temu pisałam o tym, jak postanowiliśmy oduczyć nasze koty wchodzenia do łóżeczka - o TUTAJ. W skrócie: okleiliśmy materac i przewijak dwustronną taśmą klejącą. 

Taśmę zostawiliśmy na ponad 10 dni. W tym czasie nasze kocury kilka razy zaliczyły wizytę w łóżeczku - co widać było po śladach sierści na taśmie. Uczucie, które je wtedy spotkało, widocznie do najprzyjemniejszych nie należało (chociaż taśma mocna nie była), bo próby wchodzenia do łóżeczka szybko się skończyły. W późniejszych dniach kilka razy widziałam, jak kocury spacerują po krawędzi łóżeczka - zachowywały się wtedy jakby chodziły po linie w cyrku, szły wolniutko i ostrożnie - byle tylko nie wpaść do środka ;)

Wczoraj postanowiłam w końcu ściągnąć taśmę, a na materac założyłam prześcieradło. Koty oczywiście towarzyszyły mi przy ubieraniu łóżeczka, ale żaden nie odważył się wskoczyć do środka. Od tamtej pory drzwi do sypialni są cały czas otwarte, ale koty łóżeczkiem nie są zainteresowane - co najwyżej siadają na szafce obok albo na parapecie. 

Wygląda więc na to, że (odpukać w niemalowane!!!) udało nam się osiągnąć pierwszy mały sukces wychowawczy! Teraz to samo powinniśmy zrobić z wózkiem (który stoi u moich rodziców) oraz... bujaczkiem, który od razu przejęła Marcysia :-)


EDIT: Wieczorem Marcin przywiózł do mieszkania wózek. Taśmy starczyło nam tylko na oklejenie połowy gondoli - ale jak się okazuje, to nie gondola najbardziej spodobała się naszym kotom, do niej Marcyśka wskoczyła tylko raz. Nasz wózek (Bebetto Silvia) ma zapinany na ekspres koszyk... i to właśnie on zachwycił nasze kocury. Odkąd wózek stoi w pokoju, na zmianę koty go okupują i na nim siedzą :D Marcyśka nawet zaliczyła małą przejażdżkę wózkiem po mieszkaniu, siedząc na koszyku :) także kto wie, w przyszłości może będziemy wozić jednocześnie Olka i kota :):)

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Tydzień? do porodu

I jak tam u Was? Jak się czujesz? Dzieje się już coś? Rodzisz? Wody już Ci odeszły? Czujesz skurcze? Stresujesz się? Mniej więcej takie pytania słyszę non stop od kilku dni. 

Tymczasem u mnie nadal cisza i spokój. Jestem w stanie prawie normalnie funkcjonować - wysypiam się, nie puchnę, kończę ostatnie poduszki... i tylko chodzę jak kaczka :-) Nawet stresu zbytniego nie czuję, co aż mnie dziwi. Za to Tatuś coraz bardziej poddenerwowany chodzi ;)

Termin porodu mam na 5 maja - a więc za tydzień. A kiedy Olek postanowi zaprezentować się światu - to wie tylko On ;) w każdym razie rodzinka się już doczekać nie może, babcie już planują spacery z wózkiem i ubieranie wnusia w te ciuszki, które im się będą podobać ;) ojj będzie szaleństwo! :):)

środa, 22 kwietnia 2015

Dziecko bez ślubu - formalności w USC

Poród zbliża się wielkimi krokami, a ja ciągle myślę, co jeszcze powinnam załatwić. Ostatnio o 5.00 rano pojawiły mi się w głowie myśli dotyczące wszelkich formalności, które musimy załatwić w związku z narodzinami Olusia - tym bardziej, że nie jesteśmy małżeństwem, więc tych formalności jest ciut więcej niż w przypadku osób po ślubie. 

W przypadku małżeństwa sprawa jest prosta - po narodzinach dziecka szpital do Urzędu Stanu Cywilnego przekazuje dokumenty dotyczące narodzin dziecka. Do USC udaje się tata dziecka z dowodami obojga rodziców, odpisem skróconym aktu małżeństwa (jeśli ślub był w innym USC) i dokonuje rejestracji noworodka, nadaje imię i dostaje numer PESEL. Kierownik USC dokonuje także zameldowania maluszka. Na załatwienie spraw jest 14 dni.

W przypadku pary bez ślubu sprawa nie jest już taka prosta. Do USC muszą udać się oboje rodziców aby złożyć oświadczenie o uznaniu ojcostwa. Z reguły takie sprawy załatwia się po porodzie - i tak też mieliśmy to zrobić. Pod wpływem rozmów na forum ciążowym, na którym jestem zarejestrowana, postanowiliśmy jednak załatwić tę sprawę przed porodem, co jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem. 

Dlaczego? Argumenty mówią same za siebie. 
Po 1: w przypadku gdyby podczas porodu coś się stało (oczywiście jestem pewna, że wszystko będzie ok, ale lepiej dmuchać na zimne) - Marcin ma zaświadczenie, że jest ojcem dziecka. Z tego co słyszałam nawet w jakimś serialu - chyba M jak Miłość - była ostatnio sytuacja, że matka dziecka zmarła podczas porodu, a para nie miała ślubu i dziecko formalnie nie miało ojca. 
Po 2: średnio wyobrażam sobie bieganie za papierkami tuż po porodzie - myślę że wtedy przede wszystkim będę chciała skupić się na dziecku, odpoczynku i dochodzeniu do siebie. 
Po 3: załatwianie spraw w urzędach wygląda jak wygląda ;) a po porodzie hormony buzują, siedzenie nie należy do najprzyjemniejszych czynności - załatwianie spraw w takim stanie mogłoby się skończyć nawet jakąś awanturą ;)

Formalności w USC w praktyce

Zanim jeszcze dziewczyny z forum podpowiedziały mi, że formalności mogę załatwić przed porodem, zadzwoniłam do USC z pytaniem o to, jak wyglądają formalności. Pan nie poinformował mnie o możliwości załatwienia sprawy przed porodem, tylko kazał zgłosić się razem po porodzie. Kiedy jednak dowiedziałam się o możliwości załatwienia sprawy wcześniej - wybraliśmy się do USC. 

Kiedy powiedzieliśmy o co nam chodzi, okazało się że formalnie nazywa się to uznaniem ojcostwa dziecka poczętego nienarodzonego. 



Dokumenty, które są potrzebne do uznania ojcostwa w takim przypadku to:
  • dowody osobiste obojga rodziców,
  • odpisy aktów urodzenia (jeśli rodzice urodzili się w innym mieście, a ich dane jeszcze nie są w nowym systemie),
  • zaświadczenie o ciąży - np. karta ciąży (wielki brzuch nie wystarczy ;)).
Ja nie wpadłam na to, że jakieś zaświadczenie o ciąży będzie konieczne, więc musieliśmy się wrócić po kartę ciąży do domu. W tym czasie jednak pani urzędnik przygotowała już potrzebne dokumenty oraz zmigrowała dane z naszych aktów urodzenia do jakiegoś nowego systemu, dzięki czemu w przyszłości nie będziemy już potrzebować odpisów aktów urodzenia - wszystko jest w systemie. To migrowanie pani miało zająć jakieś 1,5 godziny, w tym czasie na spokojnie zdążyliśmy więc jechać do domu po dokumenty i załatwić jeszcze kilka innych spraw. 

Kiedy dotarliśmy ponownie do USC nasze papiery niby były już gotowe, ale pani nie mogła odnaleźć się w systemie, nasze dane jej zginęły i o pomoc prosiła stażystę... na szczęście stażysta szybko pomógł ;)

Przed kierownikiem USC złożyliśmy ustne oświadczenia potwierdzające, że Marcin jest biologicznym ojcem nienarodzonego jeszcze dziecka i że dziecko będzie nosiło jego nazwisko. Później pod takimi oświadczeniami złożyliśmy swoje podpisy. Następnie przez kilkanaście minut obsługująca nas pani miotała się, jakby nie wiedziała co ma zrobić. Patrzyła w komputer, przeglądała papiery innych par (jakby szukając, co ma zrobić dalej ;)), w końcu przekazała dokumenty do zatwierdzenia pani kierownik i po kolejnych kilku minutach otrzymaliśmy 'Zaświadczenie potwierdzające uznanie ojcostwa' dziecka poczętego nieurodzonego. Łącznie zajęło nam to pół godziny, przy czym same formalności trwały może 5 minut.

Z tym zaświadczeniem po porodzie Olusia Marcin już sam będzie mógł dopełnić wszystkich formalności.

Jeśli jesteście więc w podobnej sytuacji - szczerze polecam załatwienie spraw przed porodem. 

środa, 15 kwietnia 2015

3 kg naszego szczęścia

Dopiero co byliśmy na pierwszej wizycie u ginekologa, na której jeszcze za wcześnie było na potwierdzenie ciąży i na drugiej, na której zobaczyliśmy malutkiego Bąbelka. A teraz ten Bąbel waży już 3 kg i niedługo pojawi się na świecie!

Poniedziałkowa wizyta kontrolna była już naszą ostatnią u lekarza prowadzącego ciążę. Do planowanego terminu porodu zostały niecałe 3 tygodnie i gdyby teraz coś się działo, to mamy od razu kierować się do szpitala. A jeśli Olusiowi spieszyć się do wyjścia nie będzie (a coś czuję że tak może być :-)), to od 5 maja mam się codziennie zgłaszać na KTG.

Mnie się ciągle jeszcze w głowie nie mieści, że już za około 20 dni będę rodzić. Wiem, że wyjścia nie mam, staram się jakoś tym wszystkim nie stresować, ale nie zmienia to faktu, że do tej pory nie nacierpiałam się za wiele w życiu jeśli chodzi o fizyczne odczuwanie bólu. Marcin też ma stresa, co widzę w jego oczach :-) 

Moje przygotowania do 'godziny 0' są już mocno zaawansowane. Wczoraj zaliczyłam wizytę u fryzjera i oprócz zaplanowanego farbowania odrostów zmieniłam także obcięcie - teraz mam włosy mocno wycieniowane z przodu. Później 'z marszu' zahaczyłam też o kosmetyczkę, która wyregulowała mi brwi i przyciemniła je henną. Teraz przydałoby się jeszcze zgubić z twarzy tę ciążową lekką opuchliznę i byłoby super ;)

Fizycznie czuję się super (tfu tfu tfu!) i mam nadzieję, że tak już będzie do samego porodu. Cały czas działam z poduchami, a moim najnowszym 'wynalazkiem' są mini sówki-przytulanki, idealne dla niemowlaków. 


W sypialni wczoraj pojawiła się szafka na rzeczy Aleksandra, póki co jeszcze bez blatu. Jak tylko on się pojawi, to pokażę Wam Olusiowy kącik w całej okazałości - mimo tego, że kącik jest naprawdę malutki i ciaśniutki, to całość wygląda przepięknie! Kawałek widać zresztą na zdjęciu powyżej :-)

piątek, 10 kwietnia 2015

Do przodu!

Po chwilowym spadku formy, o którym pisałam ostatnio, na szczęście póki co została tylko pamiątka w postaci wpisu na blogu. Wraz z wczorajszym pojawieniem się słońca za oknem, wróciły mi siły i dobre samopoczucie. 

Lekko przestraszona tymi małymi zawirowaniami postanowiłam wziąć się za zrobienie tego, co jeszcze muszę zrobić przed porodem. Wczoraj uzupełniłam więc w Rossmannie braki kosmetyczne moje i Olusia i przekazałam harcerskie tematy, w które byłam jeszcze zaangażowana. 

Dziś wybieramy się do kina na "Szybkich i wściekłych 7". Oglądam te filmy w sumie wyłącznie z racji na Paula Walkera, który podobał mi się 'od pierwszego zobaczenia', a że to ostatni film nakręcony przed jego śmiercią, to nie mogę go nie zobaczyć. Później jak się uda wybierzemy się na chwilę na salsotekę - następna będzie dopiero za dwa tygodnie, ale na nią mogą już się nie wyrobić, więc dziś ostatnia szansa na realizację mojego postanowienia przedporodowego ;)

A jutro korzystając z przecudnej pogody wybierzemy się w plener na jeszcze kilka ciążowych ujęć :-) w poniedziałek natomiast czeka nas wizyta u naszego pana doktora, zobaczymy ile nasz Maluszek już waży!

I powiem Wam, że już snuję plany 'pociążowe'... tzn. już sobie wyobrażam, jak w wakacje pakujemy Olusia do auta i jeździmy na krótkie wycieczki po okolicy... do lasu, nad wodę albo na ruiny zamku! Odkąd pamiętam moi rodzice zabierali mnie i brata na takie jednodniowe wycieczki i już się doczekać nie mogę, aż my będziemy tak jeździć z małym :-)

A na koniec: znowu tematy kocie :-) Staś i Olek w jednym spali domku, tyle że Olek jeszcze w środku ;)



środa, 8 kwietnia 2015

9 miesiąc czas zacząć

Ojj muszę przyznać, że 9. miesiąc ciąży rozpoczęłam z prawdziwym przytupem. Wszystko zaczęło się w poniedziałek wielkanocny - praktycznie cały dzień przespałam, ominął mnie nawet rodzinny obiad. Później prawie do 3.00 w nocy usnąć nie mogłam...

We wtorek obudziłam się o normalnej porze, ale koło 14.00 byłam już nie do życia. Więc znowu położyłam się spać i ledwo wstałam na zaplanowane wcześniej spotkanie. Ze spotkania wróciłam w kiepskim stanie - i od razu się położyłam spać. Wieczorem okazało się, że mam lekki stan podgorączkowy i ogólnie czułam się strasznie licho. Zaczęłam nawet myśleć, że może poród się zbliża, bo wszystko mnie bolało. Z tego wszystkiego spakowaliśmy torbę do szpitala z rzeczami dla mnie - bo ta z rzeczami Olusia już od tygodnia stoi gotowa. 

Kolo 23.00 położyłam się spać. I tak tragicznej nocy już dawno nie przeżyłam. Do toalety wstawałam - nie kłamiąc - koło 40 razy, przy czym czasami nawet co 5 minut. Oczywiście za każdym razem musiałam się trochę nagimnastykować, żeby w ogóle wstać - przez chwilę zastanawiałam się nawet, czy nie zainstalować się na stałe w ubikacji... 

Teraz cały czas jestem nieprzytomna, więc coś mi się wydaje że czeka mnie kolejny dzień w łóżku. 

A co poza tym?
Mamy już łóżeczko i materacyk, Marcin musi jeszcze tylko przerobić szafkę nocną na szafeczkę z rzeczami Olusia. Torby do szpitala gotowe, a ja mam do skończenia jeszcze kilka poduszek + cały czas mam w głowie to, co jeszcze powinnam zrobić przed porodem. 

środa, 1 kwietnia 2015

Pierwsza fura Olusia

Od tygodnia na Aleksandra czeka już jego pierwsza fura, którą będzie się woził od swoich pierwszych dni, a raczej - którą będzie wożony. Mowa oczywiście o wózku. 

Przebojów z kupnem wózka mieliśmy całkiem sporo. Na forum ciążowym, na którym jestem zarejestrowana, mamy majóweczkę - wózkomaniaczkę, która często udzielała dziewczynom różnych wózkowych porad. Na podstawie jej opinii wybraliśmy wstępnie dwa modele wózków, którym później chcieliśmy przyjrzeć się bliżej na żywo. 

Zanim jednak dotarliśmy do większego sklepu w Częstochowie, razem z mamą odwiedziłyśmy sklep w Radomsku. I tam zobaczyłyśmy TEN wózek. Moja mama oszalała i pewnie gdyby miała przy sobie gotówkę, to by go od razu kupiła ;) ja początkowo starałam się myśleć trzeźwo, mówiłam: trzeba poczytać opinie, spokojnie, nie na wariata. A moja mama już widziała nas na spacerku z Olusiem w TYM wózku :-)

W międzyczasie obejrzeliśmy dwa polecone modele, ale wizualnie średnio przypadły mi one do gustu - chociaż w jednym kolorystyka niby była taka sama, to jednak całość prezentowała się zupełnie inaczej. 

Później rozmawiałam jeszcze z dwiema koleżankami, które mają wózki tej marki o której myśleliśmy i obie sobie je chwaliły. A jak się jeszcze okazało, że możemy mieć ten wózek nowy trochę taniej niż w sklepie, to już się nie zastanawialiśmy. 

Oto więc jest pierwsza fura Olusia: wózek Bebetto Silvia - granatowy z białą ramą:




Zdjęcia pochodzą ze strony www.bebetto.eu

W modelach z 2015 roku pojawiła się nowa torba, która wizualnie zdecydowanie bardziej podoba mi się niż ta starsza :-) w zestawie mamy jeszcze uchwyt na kubek (tatuś się cieszy, będzie mógł brać na spacery kawę ;)), moskitierę i folię przeciwdeszczową. 

Póki co nie mam doświadczenia zupełnie jeśli chodzi o wózki, ale w Silvii podoba mi się to, że wózek ma całkiem spory koszyk, który jest zamykany na suwak - przynajmniej wiem, że nic z niego nie wyleci podczas jazdy. Poza tym gondola ma opcję wentylacji od spodu, co pewnie przyda się nam - bo będziemy ją użytkować przez całe lato. 

Póki co wózek stoi u dziadków, którzy go sprezentowali Olusiowi, a moja mama już się cieszy, że Oluś będzie miał najpiękniejszy wózek w całym mieście i już nie może doczekać się spacerów z wnusiem :-) 

niedziela, 29 marca 2015

Nasza sesja ciążowa

O naszej ciążowej sesji zdjęciowej pisałam już kilka razy. Najpierw zrobiliśmy zimową sesję w plenerze, a ostatnio - sesję w studio. Pierwsze efekty prezentowałam TUTAJ.

A dziś jeszcze kilka ujęć mojego brzuszka w obiektywie najwspanialszego fotografa świata - czyli mojego narzeczonego i tatusia Olusia! :-)











A jak tylko na dworze zrobi się zielono, to zamierzam Marcina wyciągnąć jeszcze na kilka zdjęć w plenerze - a co, jak się ma zdolnego faceta, to trzeba z tego korzystać! :-)

czwartek, 26 marca 2015

Szykujemy kącik dla Olusia! :-)

Od wczoraj chodzę z mega uśmiechem na twarzy. Wszystko za sprawą olusiowego kącika, który powoli powstaje w naszej sypialni. I już nie mogę doczekać się efektu końcowego, bo już jest cudnie!

Ale po kolei :-)
Nasze mieszkanie jest dwupokojowe - w jednym pokoju mamy sypialnię, w drugim - salon. Chyba już w dniu, w którym dowiedziałam się o ciąży, zaczęłam zastanawiać się gdzie postawimy łóżeczko :-) a to ze względu na to, że mamy w sypialni dwie szafy - jedną większą i drugą mniejszą, przez które raczej mały pokój stał się jeszcze mniejszy i mało ustawny. 

Pierwsze zdjęcie naszej sypialni, jeszcze przed przeprowadzką :-)

Po wymierzeniu pokoju okazało się, że żeby zmieścić w nim łóżeczko, będziemy musieli przestawić łóżko - wcześniej stało pod oknem, dzięki czemu na środku pokoju było sporo wolnego miejsca. Teraz łóżko zajmuje większość sypialni, ale osobiście jakoś bardziej mi się to nawet podoba :)

Ściana, na której miało stanąć łóżeczko, była pomalowana na biało. Jakiś czas temu wpadłam na pomysł, żeby wykorzystać turkusową farbę, którą pomalowaliśmy przeciwległą ścianę w sypialni. Myślałam nad paskami albo grochami... no i grochy wygrały!

Po odświeżeniu bieli na ścianie, wczoraj w dosłownie pól godziny namalowaliśmy grochy. Wcześniej znajomy Marcina wydrukował nam szablony - koła w różnej wielkości, na folii samoprzylepnej. Marcin "kolorował" grochy (nie mieliśmy małego wałka, ale do malowania wykorzystaliśmy gąbkę do mycia naczyń - akurat miałam w domu zapas nowych gąbeczek :-)), a ja odklejałam folię od ściany i przyklejałam w kolejne miejsca (mniejsze szablony wykorzystaliśmy kilka razy). 




Od razu zawiesiliśmy też na ścianie napis "Olek", który zamówiłam przez Internet już jakiż czas temu. Do napisu dostaliśmy także samochodzik - koparkę, który również zawisnął na ścianie :-)


W Olusiowym kąciku brakuje jeszcze tylko najważniejszego: mebli! Od koleżanki mamy dostać białe proste drewniane łóżeczko. Jak już je wstawimy, to pomiędzy łóżeczkiem a szafą zostanie jeszcze miejsce na wąską szafeczkę z szufladami, w której będę mogła schować rzeczy Olusia - jakieś kosmetyki, skarpeteczki czy inne pierdółki, których pewnie będzie mnóstwo. Niestety szafka będzie za mała, żeby umieścić na niej przewijak, więc ten będzie musiał być na łóżeczku. 

Efekt końcowy na pewno też zaprezentuję! A póki co idę znów do sypialni, cieszyć okiem dotychczasowym widokiem! :)

środa, 25 marca 2015

40 dni i 40 nocy. Co by tu zrobić przed porodem?

Mój licznik wskazuje jeszcze 40 dni do porodu. Chyba niedługo zacznę panikować ;) ale póki jeszcze nie panikuję, to postanowiłam stworzyć listę rzeczy, które przed porodem chciałabym jeszcze zrobić.

Odliczamy na naszej szafie...

Co mam zamiar zrobić przed porodem?


  • raz w tygodniu wybrać się do kina albo do jakiejś knajpki na dobre jedzonko czy deser. Albo to i to ;)
  • jeszcze raz wybrać się na salsotekę i popatrzyć na pary tańczące bachatę, salsę, kizombę i inne tańce... no i jak się uda to może zatańczyć chociaż jedną piosenkę :)
  • zrobić kilka deserów z nowej książki kucharskiej Lidla - na zdjęciach te wszystkie ciasta, musy czy inne smakołyki wyglądają tak pysznie, że po prostu muszę ich spróbować!
  • obejrzeć cały trzeci sezon serialu House of Cards oraz skończyć czwarty sezon Suits, 
  • ufarbować włosy i może pomyśleć o jakiejś delikatnej zmianie obcięcia. 

Póki co tyle. Jak mi jeszcze coś przyjdzie do głowy, to będę dopisywać. A jeśli macie jakieś pomysły - to dajcie znać ;)

Aha, oprócz tego mam jeszcze sporo poduszek do zrobienia ;) I coś mi się wydaje, że po porodzie też będę je produkować, bo już kilka osób się mnie o to pytało :) (a gdybyście chcieli zobaczyć nowe podusie - bo kilka ich przybyło - m.in. słoń czy chmurka - to zapraszam TUTAJ :-))

niedziela, 22 marca 2015

Coraz trudniej. 34 tydzień ciąży nam leci

Do porodu pozostało nam mniej więcej 43 dni, a więc trochę ponad miesiąc. Brzuszek jest już coraz większy, a mnie bywa z nim coraz trudniej. 

Chodzę jak mały pingwinek albo kaczuszka. Coraz częściej odwiedzam toaletę - choć nie ma jeszcze pod tym względem tragedii. Przy dłuższym chodzeniu czy siedzeniu zaczynam odczuwać dyskomfort, a czasem napięcie brzucha. 

Marcysia pilnuje Olusia :-)

Póki co nie mam problemów ze spaniem, choć budzę się w nocy żeby zaliczyć wizytę w toalecie. Czasem dopada mnie też zgaga - na szczęście kilka łyków mleka wystarcza, aby się jej pozbyć. 

Pomimo tego, że bywa coraz ciężej, ostatnie kilka dni spędziłam dość aktywnie. W czwartek wzięłam udział w warsztatach "Bezpieczny Maluch" - odbywały się one w Piotrkowie Trybunalskim. Najciekawsze tematy podjęte na warsztatach to bezpieczeństwo dzieciaczków w samochodzie (warsztaty na temat fotelików samochodowych, ich prawidłowego zapinania i przewożenia maluszków) oraz pierwsza pomoc u niemowlaków i kobiet w ciąży. W piątek spotkałam się z koleżankami z pracy, a sobotę zaliczyliśmy wyprawę do znajomych do Pabianic. To chyba ostatnia dalsza podróż w ciąży - po półgodzinie jazdy autem już zaczęłam odczuwać ból pleców, a i spanie w obcym łóżku, bez mojej ciążowej poduchy, było ciut męczące. 

Oluś daje o sobie znać, ale jego kopniaczki nie sprawiają mi żadnego bólu - po części pewnie to kwestia łożyska na przedniej ścianie, no i być może zapowiada się z niego spokojny maluszek. Udało mi się nagrać trochę jego brzuszkowych wygibasków - muszę przyznać, że na dźwięk piosenki Dawida Podsiadło mój synuś naprawdę dał czadu - jak na niego ;)


W najbliższych dniach zamierzam w końcu spakować torby do szpitala - jedną dla mnie i drugą dla Olusia.

wtorek, 17 marca 2015

Baby Shower za nami! Część 2: zabawy i prezenty

Zgodnie z obietnicą wrzucam drugą część posta dotyczącą sobotniego Baby Shower. Tym razem chciałam Wam zaprezentować zabawy, jakie towarzyszyły nam tego wieczoru oraz przepiękne prezenty, które z Olusiem dostaliśmy!

Oluś dał ciociom znać, że imprezka bardzo mu się podoba :-)

Ogólnie wieczór upłynął nam na rozmowach na różne tematy - takie poświęcone macierzyństwu, jak i zupełnie luźne. Wśród zaproszonych na Baby Shower dziewczyn znalazły się zarówno matki, jak i młode mężatki czy singielki, a więc tematów do rozmów było naprawdę sporo. A pomiędzy rozmowami czekały na nas...

Zabawy na Baby Shower

O przygotowanie zabaw poprosiłam moją przyjaciółkę z Łodzi. Wiedziałam, że Magda uwielbia takie wyzwania i że przygotowując atrakcje będzie miała z tego frajdę :-) no i się nie zawiodłam. Magda wspólnie z drugą znajomą Anią przygotowały trzy naprawdę fajne zabawy.

Zaczęło się od życzeń dla Olusia. Wszystkie ciocie dostały kartki i długopisy i miały dokończyć  zapisane zdania - np. "życzę Ci abyś pokochał...", "życzę Ci abyś stał się...", "życzę Ci abyś śmiał się z...". Dziewczyny uzupełniając życzenia wykazały się dużą kreatywnością. Wszystkie życzenia włożyły do koperty, która trafiła do mnie. Już po ich wyjściu odczytałam wszystkie życzenia i naprawdę się wzruszyłam i uśmiałam. Jak Oluś podrośnie, to będzie miał piękną pamiątkę! :-)

Kolejna zabawa polegała na odpowiadaniu na pytania związane ze mną. Dziewczyny dostały kartki z pytaniami na mój temat i musiały odpowiedzieć np. kiedy się urodziłam, kim są moi rodzice, jaki jest mój ulubiony sklep czy potrawa. Ja odpowiedziałam na te same pytania, później sprawdzałyśmy odpowiedzi. Kilka dziewczyn uzyskało tyle samo punktów, więc w dogrywce wymyślałyśmy własne pytania, a dla zwyciężczyni ufundowałam nagrodę - zrobioną przeze mnie podusię :-)

Na koniec dziewczyny mogły wykazać się dużą kreatywnością! Dostały białe body i farbki do malowania na ubraniach i przygotowały wyjątkowe ubranka dla Olusia. Body są w różnych rozmiarach, więc Oluś będzie mógł przez kilka miesięcy urzędować w ubrankach od Cioć :-)




Cudowne prezenty od Cioć

Dziewczyny zaskoczyły mnie też przepięknymi prezentami. Jak się okazało - pomyślały zarówno o mnie, jak i o Olusiu. Ja dostałam przecudną bransoletkę, która od soboty codziennie mi towarzyszy i pięknie się prezentuje. 



Oluś dostał za to mięciutki i naprawdę prześliczny zestaw rzeczy z bambusa: ręczniczek kąpielowy z myjką, podusię i kołderkę do łóżeczka lub wózeczka oraz dwie pieluszki bambusowe - wszystko w marynarskim klimacie. Nie dość, że uwielbiam takie marynistyczne klimaty, to jeszcze te rzeczy są tak milusie i delikatne, że już wiem, że będę z nich często korzystać! I jestem pewna, że Olusiowi też się spodobają :-)


Oluś dostał jeszcze Album Maluszka. Uzupełniłam już pierwsze kilka stron, muszę tylko wkleić zdjęcia. I oczywiście jak Oluś pojawi się na świecie, to będę miała trochę pracy przy jego uzupełnianiu, ale będzie to naprawdę niesamowita pamiątka!

Podsumowanie

Baby Shower to impreza, która przyszła do nas z Zachodu - są oczywiście tacy, którzy nie lubią takich zapożyczeń. Ja jednak nie mam nic przeciwko fajnym zwyczajom, które można wykorzystać na naszym gruncie. Ktoś może powiedzieć - no ale przecież babskie spotkanie można zorganizować bez nazywania tego 'Baby Shower'. No jasne, takie spotkania też organizuję albo w nich uczestniczę ;) ale samo przygotowanie dekoracji i zabaw sprawiło nam mnóstwo frajdy - także cieszę się, że z pomocą dziewczyn udało mi się to wszystko zorganizować!

niedziela, 15 marca 2015

Baby Shower za nami! Część 1: przygotowania

Impreza, impreza i po imprezie! Baby Shower dla Olusia udało się naprawdę świetnie. Już zdradzam Wam szczegóły naszej imprezy! O planowaniu imprezy pisałam TUTAJ. Dziś kilka słów na temat przygotowań, a w najbliższym czasie - relacja z przebiegu imprezy i piękne prezenty, które dostałam od dziewczyn :-)

Dekoracje

Dekoracje na Baby Shower przygotowałam wspólnie z koleżankami. W naszym salonie zawisła girlanda z napisem "Witaj Olek" - szablon literek znalazłam w Internecie, wycięte literki zawiesiłam na tasiemce za pomocą miniaturowych spinaczy. Również na tasiemce i spinaczach zawiesiliśmy ciuszki Olusia - bodziaki i skarpeteczki :-)




Na szafkach przykleiłyśmy też napis, który docelowo znajdzie się nad łóżeczkiem Olusia. Dekoracja powstała też na szafie w przedpokoju - myślę że ona będzie nam towarzyszyła do porodu, tym bardziej że dziś aplikacja ciążowa wskazuje dokładnie 50 dni do planowanej daty porodu ;)





Menu na Baby Shower

Nie jestem kulinarnym mistrzem, wręcz przeciwnie ;) w przygotowaniu dań na wieczór pomogło mi kilka osób. Ostatecznie podczas Baby Shower zajadałyśmy się:

  • sushi przygotowanym przez Marcina - była wersja z surowym łososiem oraz wersja wegetariańska dla mnie. Kilka dziewczyn sushi uwielbiało, a kilka jadło je pierwszy raz. W każdym razie krążki sushi rozeszły się jak ciepłe bułeczki, a ja sama zjadłam ich co najmniej kilkanaście ;)
  • sałatkami - sałatką z tortellini (przepis od Diabelnie Anielskiej :-)) oraz sałatką z ananasem, selerem i kurczakiem (którą zrobiła Marcina mama :-))
  • nuggetsami z sosem ketchupowo-majonezowym oraz tzatziki, 
  • murzynkiem z orzechami w polewie czekoladowej, również upieczonym przez mamę Marcina.



Słodkim hitem imprezy okazały się też ciasteczka, które zamówiłam u mojej znajomej. Ciasteczka były w kolorze całej imprezy - czyli biało - błękitno - szare, w przeróżnych kształtach - bodziaków, wózeczka, ciążowego brzuszka czy serduszka. Ciasteczka wyglądały tak cudnie, że szkoda było nam ich zjeść - najpierw więc nacieszyłyśmy oczy ich widokiem. Kiedy w końcu postanowiłyśmy je schrupać, okazały się równie pyszne, co piękne!





Ps. Po zdjęciach pewnie widać, które robił Tatuś Fotograf, a które ja ;)