Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samopoczucie w ciąży. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samopoczucie w ciąży. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 maja 2015

Keep calm...


40 tydzień 5 dzień. 
Nadal cisza i spokój. Codzienne badanie KTG nie pokazuje nic nowego - skurczy brak. 

Zaliczyliśmy już trzecią 'ostatnią ulubioną pizzę' i drugie 'ostatnie ulubione lody' przed porodem. 

Fizycznie i psychicznie czuję się w miarę ok - zdarzają się gorsze chwile, ale generalnie staram się znajdować sobie jakieś zajęcie i nie ma tragedii. 

Tydzień po terminie - czyli we wtorek - powinnam już wylądować w szpitalu, chociaż nie wiem czy nie trafię tam jutro - bo akurat mój lekarz ma dyżur. 

No cóż, nasz Syn sprawdza naszą cierpliwość :-) zresztą - tyle się nasłuchałam że końcówka ciąży jest najgorsza i że wtedy każda kobieta chce już urodzić... ja w te ostatnie dni przed terminem porodu nadal czułam się ok... no i mam za swoje ;)

wtorek, 21 kwietnia 2015

2 tygodnie? Ciążowe podsumowanie

Do wyznaczonej daty porodu pozostały nam dwa tygodnie, choć jak wiadomo - godzina '0' może wybić w każdej chwili, zarówno wcześniej, jak i później. Wydaje mi się więc, że to idealny czas na ciążowe podsumowania. 

W momencie, gdy dowiedzieliśmy się o ciąży, nadchodzące 8 miesięcy wydawało mi się być wiecznością. Myślałam, że okres ciąży będzie mi się dłużył, że po drodze będę musiała zmagać się z wieloma ciążowymi dolegliwościami, że pod koniec będę już marzyć o porodzie. 

Muszę jednak przyznać, że trafiła mi się naprawdę 'lekka' ciąża. Zero nudności i wymiotów, brak jakiś strasznych zachcianek, dobre samopoczucie i wspaniały humor przez 99,7% czasu, dobre wyniki badań, prawidłowo rozwijający się Oluś, brak stresów, brak problemów ze snem czy ciągłym bieganiem do toalety (oprócz jednej pamiętnej nocy, o której pisałam na blogu!)

A tak rósł mój brzuszek od drugiego miesiąca ciąży do dziś :-)

Ciągle powtarzam sobie, że skoro tak dobrze znosiłam ciążę, to będę miała również lekki i szybki poród. Czasem tylko w głowie pojawia mi się myśl, że być może wykorzystałam już limit szczęścia przypadający na okres ciąży i teraz będzie już tylko pod górkę - ciężki poród, non stop płaczący Oluś... choć ogólnie muszę przyznać, że mam w życiu szczęście, więc mam nadzieję że mnie za szybko ono jednak nie opuści ;). 

Do samego porodu mi się jednak póki co nie spieszy - i chyba jestem jedną z nielicznych kobiet w 9. miesiącu ciąży, która tak twierdzi ;) póki co wciąż delektuję się ciszą i spokojem oraz czasem, który możemy z Marcinem spędzić we dwoje lub który mam tylko dla siebie, jem ulubione potrawy, z którymi będę musiała rozstać się podczas karmienia piersią, odwiedzam znajomych... I tak mi dobrze :-)

Pomimo tego, że tak dobrze czułam się przez cały okres ciąży, to jednak jestem pełna podziwu dla wszystkich kobiet, które mają już co najmniej jedno dziecko, zwłaszcza małe, i są w kolejnej ciąży. Ciąża to jednak ogromny wysiłek dla organizmu, z rosnącym brzuchem ciężko jest normalnie funkcjonować i robić wiele rzeczy - nawet dłuższe 'stanie przy garach', prasowanie czy zmywanie męczy, a co dopiero bieganie za żywiołowym maluchem. 

piątek, 10 kwietnia 2015

Do przodu!

Po chwilowym spadku formy, o którym pisałam ostatnio, na szczęście póki co została tylko pamiątka w postaci wpisu na blogu. Wraz z wczorajszym pojawieniem się słońca za oknem, wróciły mi siły i dobre samopoczucie. 

Lekko przestraszona tymi małymi zawirowaniami postanowiłam wziąć się za zrobienie tego, co jeszcze muszę zrobić przed porodem. Wczoraj uzupełniłam więc w Rossmannie braki kosmetyczne moje i Olusia i przekazałam harcerskie tematy, w które byłam jeszcze zaangażowana. 

Dziś wybieramy się do kina na "Szybkich i wściekłych 7". Oglądam te filmy w sumie wyłącznie z racji na Paula Walkera, który podobał mi się 'od pierwszego zobaczenia', a że to ostatni film nakręcony przed jego śmiercią, to nie mogę go nie zobaczyć. Później jak się uda wybierzemy się na chwilę na salsotekę - następna będzie dopiero za dwa tygodnie, ale na nią mogą już się nie wyrobić, więc dziś ostatnia szansa na realizację mojego postanowienia przedporodowego ;)

A jutro korzystając z przecudnej pogody wybierzemy się w plener na jeszcze kilka ciążowych ujęć :-) w poniedziałek natomiast czeka nas wizyta u naszego pana doktora, zobaczymy ile nasz Maluszek już waży!

I powiem Wam, że już snuję plany 'pociążowe'... tzn. już sobie wyobrażam, jak w wakacje pakujemy Olusia do auta i jeździmy na krótkie wycieczki po okolicy... do lasu, nad wodę albo na ruiny zamku! Odkąd pamiętam moi rodzice zabierali mnie i brata na takie jednodniowe wycieczki i już się doczekać nie mogę, aż my będziemy tak jeździć z małym :-)

A na koniec: znowu tematy kocie :-) Staś i Olek w jednym spali domku, tyle że Olek jeszcze w środku ;)



środa, 8 kwietnia 2015

9 miesiąc czas zacząć

Ojj muszę przyznać, że 9. miesiąc ciąży rozpoczęłam z prawdziwym przytupem. Wszystko zaczęło się w poniedziałek wielkanocny - praktycznie cały dzień przespałam, ominął mnie nawet rodzinny obiad. Później prawie do 3.00 w nocy usnąć nie mogłam...

We wtorek obudziłam się o normalnej porze, ale koło 14.00 byłam już nie do życia. Więc znowu położyłam się spać i ledwo wstałam na zaplanowane wcześniej spotkanie. Ze spotkania wróciłam w kiepskim stanie - i od razu się położyłam spać. Wieczorem okazało się, że mam lekki stan podgorączkowy i ogólnie czułam się strasznie licho. Zaczęłam nawet myśleć, że może poród się zbliża, bo wszystko mnie bolało. Z tego wszystkiego spakowaliśmy torbę do szpitala z rzeczami dla mnie - bo ta z rzeczami Olusia już od tygodnia stoi gotowa. 

Kolo 23.00 położyłam się spać. I tak tragicznej nocy już dawno nie przeżyłam. Do toalety wstawałam - nie kłamiąc - koło 40 razy, przy czym czasami nawet co 5 minut. Oczywiście za każdym razem musiałam się trochę nagimnastykować, żeby w ogóle wstać - przez chwilę zastanawiałam się nawet, czy nie zainstalować się na stałe w ubikacji... 

Teraz cały czas jestem nieprzytomna, więc coś mi się wydaje że czeka mnie kolejny dzień w łóżku. 

A co poza tym?
Mamy już łóżeczko i materacyk, Marcin musi jeszcze tylko przerobić szafkę nocną na szafeczkę z rzeczami Olusia. Torby do szpitala gotowe, a ja mam do skończenia jeszcze kilka poduszek + cały czas mam w głowie to, co jeszcze powinnam zrobić przed porodem. 

niedziela, 22 marca 2015

Coraz trudniej. 34 tydzień ciąży nam leci

Do porodu pozostało nam mniej więcej 43 dni, a więc trochę ponad miesiąc. Brzuszek jest już coraz większy, a mnie bywa z nim coraz trudniej. 

Chodzę jak mały pingwinek albo kaczuszka. Coraz częściej odwiedzam toaletę - choć nie ma jeszcze pod tym względem tragedii. Przy dłuższym chodzeniu czy siedzeniu zaczynam odczuwać dyskomfort, a czasem napięcie brzucha. 

Marcysia pilnuje Olusia :-)

Póki co nie mam problemów ze spaniem, choć budzę się w nocy żeby zaliczyć wizytę w toalecie. Czasem dopada mnie też zgaga - na szczęście kilka łyków mleka wystarcza, aby się jej pozbyć. 

Pomimo tego, że bywa coraz ciężej, ostatnie kilka dni spędziłam dość aktywnie. W czwartek wzięłam udział w warsztatach "Bezpieczny Maluch" - odbywały się one w Piotrkowie Trybunalskim. Najciekawsze tematy podjęte na warsztatach to bezpieczeństwo dzieciaczków w samochodzie (warsztaty na temat fotelików samochodowych, ich prawidłowego zapinania i przewożenia maluszków) oraz pierwsza pomoc u niemowlaków i kobiet w ciąży. W piątek spotkałam się z koleżankami z pracy, a sobotę zaliczyliśmy wyprawę do znajomych do Pabianic. To chyba ostatnia dalsza podróż w ciąży - po półgodzinie jazdy autem już zaczęłam odczuwać ból pleców, a i spanie w obcym łóżku, bez mojej ciążowej poduchy, było ciut męczące. 

Oluś daje o sobie znać, ale jego kopniaczki nie sprawiają mi żadnego bólu - po części pewnie to kwestia łożyska na przedniej ścianie, no i być może zapowiada się z niego spokojny maluszek. Udało mi się nagrać trochę jego brzuszkowych wygibasków - muszę przyznać, że na dźwięk piosenki Dawida Podsiadło mój synuś naprawdę dał czadu - jak na niego ;)


W najbliższych dniach zamierzam w końcu spakować torby do szpitala - jedną dla mnie i drugą dla Olusia.

sobota, 14 marca 2015

Pierwszy ciążowy kryzys?

Dziś w nocy zaliczyłam chyba mój pierwszy ciążowy kryzys. Obudziłam się w nocy, oczywiście zaliczyłam toaletę. Chciało mi się spać, ale miałam już dosyć spania na lewym boku, niestety wszelkie próby ułożenia się w innej pozycji sprawiały, że źle się czułam - przy czym nie wiem już sama, czy to psychika tak na mnie działa (zakodowałam sobie już że ten lewy bok jest najlepszy dla dziecka), czy rzeczywiście jak tylko kładłam się na plecach to robiło mi się jakoś słabo. 

W każdym razie próbowałam się jakoś ułożyć na tym lewym boku i zasnąć. Wtedy moim kocurom zachciało się bawić - no i rozpoczęły gonitwy po całym mieszkaniu, oczywiście również po naszej sypialni. Kilka razy wstawałam, w końcu wygoniłam je z sypialni i zamknęłam drzwi. Znowu zaczęłam układać się na tym lewym znienawidzonym już boku i pomyślałam, że zaczynam mieć dosyć tego 'błogosławionego stanu'. O mało tego nie wykrzyczałam ;)

Później jeszcze obudziło mnie skakanie któregoś kota na klamkę - na szczęście wtedy Marcin wstał i jakoś przemówił kotom do rozsądku ;)

Co w tym wszystkim najdziwniejsze: obudziłam się rano, jak Marcin wstawał. I położyłam się na plecach. I zasnęłam bez problemu! Później jeszcze zaliczyłam drzemkę na prawym boku - też się dało! No ale w nocy tak spać nie mogłam. I bądź tu człowieku mądry! :-)

Na szczęście po całkowitym przebudzeniu po nocnym kryzysie nie było ani śladu. Przypomniałam sobie że jest sobota, a mnie czeka dziś Baby Shower :-) także wracam do pracy i mam nadzieję, że takich kryzysów będę mieć jak najmniej!

czwartek, 12 lutego 2015

Moje samopoczucie w ciąży

Zdaję sobie sprawę z tego, że każda ciąża jest inna i przede wszystkim: że każda kobieta przechodzi ciążę inaczej. Ja póki co narzekać na stan błogosławiony nie mogę, bo dziecię moje naprawdę mnie oszczędza.

Ogólnie jestem osobą dość aktywną - zawsze miałam dość bujne życie towarzyskie, a oprócz tego angażowałam się w mnóstwo akcji, pracowałam na dwa etaty - a chwilami nawet na 4 ;) , rzadko odpoczywałam i wszędzie było mnie pełno.

W momencie kiedy dowiedziałam się o ciąży zaczęłam się bać, jak to będzie później - czy będę miała czas na te moje wszystkie zajęcia, a przede wszystkim - czy zdrowie mi dopisze.

I trymestr

W pierwszym trymestrze dopadło mnie przede wszystkim mega zmęczenie. Akurat początek ciąży przypadł na nasze długo wyczekiwane wakacje - i choć nie robiłam na nich nic męczącego, to naprawdę sporo czasu przespałam - o co czasem miałam do siebie pretensje, bo zazwyczaj będąc na wakacjach szkoda mi czasu na takie przyziemne sprawy jak sen czy zwyczajne siedzenie w hotelowym pokoju :-) No ale w tym przypadku odpuściłam i nie szalałam na siłę - chociaż muszę przyznać, że podczas zaliczonego na Cyprze wesela to Marcin padł pierwszy ze zmęczenia, ja miałam ochotę iść jeszcze na after party, ale zdrowy rozsądek kazał mi się położyć spać ;)

Często też siedząc w pracy i widząc piękną pogodę za oknem obiecywałam sobie, że jak tylko zjem obiad to pójdę na spacerek. Hmm... praktycznie każdy dzień kończył się jednak tak samo - wracałam do domu i szłam spać!

W międzyczasie zaczął mnie dopadać wielki głód - pojawiał się znienacka i był tak wielki, że gdybym czegoś nie zjadła, to pewnie skończyłoby się wymiotami! Najgorzej jak głód dopadał mnie w samochodzie, kiedy sama kierowałam - bałam się, że nie dojadę do domu! Kilka razy takie akcje miałam też podczas zakupów - wtedy po prostu brałam jakąś bagietkę i zjadałam połowę zanim doszłam do kasy.

Przez jakiś czas miałam też problem z nogami, a dokładniej z łydkami - odczuwałam w nich mrowienie i strasznie bałam się, że to początek żylaków - szczególnie, że mojej mamie żylaki pojawiły się na nogach w trakcie ciąży ze mną i później, jak już byliśmy starsi, to nawet miała operację na nie. Ale w sumie to mrowienie przeszło mniej więcej wtedy, kiedy z kwasu foliowego przeszłam na witaminy dla kobiet w ciąży. Chwilowo męczyły mnie też wzdęcia i po każdym posiłku czułam się jak jakaś beczka.

II trymestr

W drugim trymestrze zmęczenie minęło - chociaż przed pójściem na zwolnienie miałam ogromne problemy ze wstaniem z łóżka do pracy. Później przez jakiś czas mogłam spać do 10.00 albo i dłużej, a i tak wieczorami czasem padałam, nawet oglądając jakiś fajny film czy serial. Teraz natomiast wieczorem siedzę do późna, bo czasem nawet do 1.00 w nocy, a rano budzę się koło 9.00 i spać nie mogę. 

Pojawił się też ból pleców - przy czym nie pośrodku, przy kręgosłupie, tylko jakby po bokach, mniej więcej na wysokości piersi.

Czasem dopada mnie zgaga - na szczęście nie jest bardzo mocna i wypicie kilku łyków mleka pomaga. Akurat ze zgagą to męczyłam się baaaardzo kilka lat temu, także teraz spokojnie daję sobie z nią radę. 

Od początku ciąży zdecydowanie szybciej się męczę - nawet po odkurzeniu 50mk mieszkania muszę już odpocząć, to samo podczas spacerowania. 


Ogólnie jednak w ciąży czuję się naprawdę dobrze i mam cichą nadzieję, że tak będzie już do końca, a przynajmniej jak najdłużej :-) staram się nie narzekać i korzystać z życia, póki mogę. Dlatego też w planach mam jeszcze kilka tanecznych imprez ;) kilka wyjazdów do znajomych czy też organizację baby shower - ale o tym kiedy indziej! :-)

Ps. Aha, skoro już piszę o samopoczuciu, warto przytoczyć moje 'ulubione' ciążowe pytanie, które słyszę codziennie po kilka razy: JAK SIĘ CZUJESZ? O ile staram się nie irytować, jak to pytanie zadają mi osoby z którymi rzadko się widzę, albo które dopiero dowiedziały się, że jestem w ciąży, o tyle pytanie to zadawane w kółko przez te same osoby sprawia, że zaczyna się we mnie gotować ;) ale nie wybuchnęłam jeszcze ani razu, odpowiadam za każdym razem z uśmiechem na ustach że czuję się bardzo dobrze! :-)

środa, 4 lutego 2015

Chwilowy spadek formy

Nie wiem, czy to już wina trzeciego semestru, ale dopadł mnie dziś chwilowy spadek formy. Najpierw idąc do Carrefoura pomyślałam o sobie pierwszy raz, że zaczynam już chodzić jak kaczka. A pewnie będzie jeszcze gorzej ;)

Później robiąc zakupy zaczęłam szukać bananów, których już dawno nie jadłam i o których ciągle zapominałam będąc w sklepie. Zaczęłam zbliżać się do stołu z wyłożonymi owocami - a tam wszystko oprócz bananów! Prawie łzy mi w oczach stanęły i bankowo bym się rozpłakała  - na szczęście okazało się, że banany leżały na samym końcu :-) Uff! 

Stojąc przy kasie zgarnęłam do zakupów jeszcze czekoladę z orzechami - i otworzyłam ją od razu po wejściu do auta. Później doprawiłam bananem - i nastrój trochę mi się poprawił, chociaż jak opowiadałam tę historię Marcinowi po powrocie, to łzy mi naprawdę stanęły w oczach ;)

Teraz już się z tego śmieję, ale przez moment było groźnie. No cóż, ciążowe nastroje bywają różne :-)