Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 9 miesiąc ciąży. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 9 miesiąc ciąży. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 maja 2015

Olka nie ma, jest plan C

Muszę przyznać, że Olek trzyma nas w napięciu bardziej, niż najlepszy film akcji. 8 dni po terminie wciąż nie ma żadnych oznak zbliżającego się porodu - oprócz tego, że poziom wód płodowych się zmniejsza. 

Dziś po badaniu dostałam do wyboru: albo czekamy dalej, albo decyduję się na cesarkę i jutro z rana jestem już po wszystkim. 

Przez 9 miesięcy byłam naprawdę pozytywnie nastawiona do porodu naturalnego. Powtarzałam sobie, że skoro lekko przechodzę ciążę, to będę mieć łatwy i szybki poród. Tak długo sobie to powtarzałam, że naprawdę w to uwierzyłam i praktycznie nie stresowałam się porodem. 

Do wczoraj. 

Wczoraj na moją salę na oddziale ginekologicznym trafiły dwie dziewczyny. Jedna jeszcze przedwczoraj dostała skurczy, które wczoraj rano były już dość silne. Przyjęli ją do szpitala, ale nie miała jeszcze wystarczającego rozwarcia, więc męczyła się strasznie - właściwie od 13.00 do 21.00. Dopiero przed 21.00 zabrali ją na salę porodową, a urodziła po 4.00. Dziewczyna koło 17.00 już nie miała siły chodzić, nie wiem jak ona urodziła...

Druga dziewczyna przyszła do nas już z sali porodowej - miała już skurcze i niewielkie rozwarcie, ale po kilku godzinach skurcze zaniknęły... do teraz jesteśmy razem na sali, niedawno dostała do wypicia olejek rycynowy i czeka na efekty. 

Jak popatrzyłam na to, jak one się męczą, to od razu przeszła mi ochota na rodzenie. Wrócił lęk przed porodem, który miałam jeszcze zanim zaszłam w ciążę. 

Dziś rano, jak usłyszałam o dwóch opcjach do wyboru, to zaczęłam się zastanawiać co wybrać. I postanowiłam, że jeśli dziś naturalnie nic się nie zadzieje, to jutro robimy cesarkę. 

Wystarczy już tego czekania i stresu. Niech już Olek będzie z nami, nawet jeśli ja na początku nie będę mogła się zbytnio ruszyć. Będę miała wsparcie w Marcinie i mojej mamie, więc damy sobie radę.

Teraz więc wszystko zależy od mojego Syna. Albo postanowi dzisiaj wyjść sam, albo jutro mu w tym pomożemy. A ja póki co czekam sobie grzecznie... i tak mi dogadzają Marcin i przyjaciele: 


poniedziałek, 11 maja 2015

Pozdrawiamy ze szpitala...

Dziś po 12.00 trafiliśmy do szpitala. Miałam ogromną nadzieję, że do tego czasu coś zacznie się dziać...

W niedzielę z rana umyłam okna w salonie i wszystkie lustra, wyszorowałam też podłogę na kolanach. A w międzyczasie jeszcze tańczyłam. Brzuch mnie ciągnął cały dzień i byłam pewna, że coś zacznie się dziać.

Wieczorem jeszcze wzięłam długą ciepłą kąpiel i pozytywnie nastawiona poszłam spać, licząc że w nocy obudzą mnie skurcze.

Skurczy nie było, o 5.00 rano uruchomiłam więc plan B - wypiłam olej rycynowy, zgodnie z zaleceniami położnej. Do 8.00 pospałam, a później zaczęła się akcja oczyszczania organizmu, po której miały pojawić się skurcze i rozwarcie.

No i dupa zbita!!! Nic, żadnych skurczy, żadnego rozwarcia!

W każdym razie jestem już w szpitalu i póki co mam czekać... I chyba tu oszaleję :/ Ileż można czekać? :(

niedziela, 10 maja 2015

Keep calm...


40 tydzień 5 dzień. 
Nadal cisza i spokój. Codzienne badanie KTG nie pokazuje nic nowego - skurczy brak. 

Zaliczyliśmy już trzecią 'ostatnią ulubioną pizzę' i drugie 'ostatnie ulubione lody' przed porodem. 

Fizycznie i psychicznie czuję się w miarę ok - zdarzają się gorsze chwile, ale generalnie staram się znajdować sobie jakieś zajęcie i nie ma tragedii. 

Tydzień po terminie - czyli we wtorek - powinnam już wylądować w szpitalu, chociaż nie wiem czy nie trafię tam jutro - bo akurat mój lekarz ma dyżur. 

No cóż, nasz Syn sprawdza naszą cierpliwość :-) zresztą - tyle się nasłuchałam że końcówka ciąży jest najgorsza i że wtedy każda kobieta chce już urodzić... ja w te ostatnie dni przed terminem porodu nadal czułam się ok... no i mam za swoje ;)

piątek, 8 maja 2015

Drogi Aleksandrze...

Synku nasz Kochany!
Czekamy tu na Ciebie już ponad 9 miesięcy. I im dłużej Cię z nami nie ma, tym bardziej doczekać się nie możemy, aż w końcu Cię zobaczymy. 

My - Mamusia z Tatusiem - już chcielibyśmy tulić Cię w ramionach, całować po rączkach, stópkach i buźce... chcielibyśmy Cię zobaczyć i móc zastanawiać się, po kim masz nosek, oczka, usteczka i włoski (bo czółko to na pewno po dziadku Marku ;))

Tatuś się też doczekać nie może aż zrobi Ci śliczne zdjęcia, zabierze na pierwszy spacerek i będzie Cię nosił na rękach - na razie tę ostatnią czynność trenuje na Stasiu.



Babcie też się doczekać nie mogą i nawet nie śpią po nocach, a później dzwonią zestresowane z pytaniem czy przypadkiem już nie wychodzisz z brzuszka - a jeszcze jak Mamusia odebrać nie może, bo np. jest na KTG, to już w ogóle Babcie zawału dostają. 

Ciocie i Wujkowie co chwilę pytają czy już jesteś z nami - bo chcieliby Cię zobaczyć. A wujkowie dodatkowo liczą na imprezę w weekend, którą Tatuś już im obiecał. 

Czekają na Ciebie Twój cudny turkusowy kącik i wózek, które póki co pilnują Staś i Marcysia, czekają kolorowe podusie i mnóstwo pięknych ubranek. I nowy łańcuszek do smoczka z Twoim imieniem też już jest.



Nie ociągaj się więc Malutki, po drugiej stronie brzuszka też będzie fajnie - zobaczysz! Wychodź szybciutko - obiecujemy, że od razu po wyjściu z brzucha przytulimy Cię i już zawsze będziemy razem! 

Twoi kochający Rodzice
Kasia i Marcin

środa, 6 maja 2015

Prezenty są, a Olkowi się nie spieszy

Otrzymaliśmy dziś mnóstwo prezentów dla Olusia. Nasz Syn ma to jednak w nosie i wcale nie ma ochoty ich oglądać, woli siedzieć w brzuszku ;)

A prezenty przyleciały do Olka aż z Ameryki, od cioci i sióstr ciotecznych Olka. Ośmioletnie siostry wybrały dla Olka ubranka - i tak obszerna garderoba naszego syna powiększyła się o kolejne zestawy ciuszków: 










Oluś dostał też śliczną grzechotkę - przytulankę: 


Ciocia chciała natomiast sprezentować Olkowi podgrzewacz do pieluszek - uznałam jednak, że taki gadżet jest nam raczej niepotrzebny. Zamiast niego dostaliśmy więc małe turystyczne łóżeczko - myślę że przyda nam się zdecydowanie bardziej, bo Olek będzie mógł w nim spać chociażby na balkonie, na trawce u dziadków czy podczas krótkich wycieczek do lasu czy nad wodę. Łóżeczko przyda się nawet w mieszkaniu - bo pewnie wózek czasem będę zostawiać w samochodzie, żeby nie wnosić go po schodach, a w tym łóżeczku Olek będzie mógł leżeć / spać tam, gdzie my akurat będziemy. 


A co u nas?

Kolejne KTG nie powiedziało nic nowego - skurczy brak, cisza i spokój. Jedynie moje samopoczucie może sugerować, że poród jednak się zbliża - dzisiejszy dzień dał mi bowiem w kość zdecydowanie bardziej, niż całe 9 miesięcy ciąży. Czuję się, jakby ktoś mnie skopał po kroczu i jakbym miała tam ogromnego siniaka, z którym muszę jakoś chodzić. Do tego dochodzą dość silne ukłucia co jakiś czas - powiem Wam szczerze, że coraz bardziej ogarnia mnie strach przed samym porodem, nie wiem jak przeżyję ten ból skoro już teraz tak mi ciężko... Do tego co trochę chce mi się płakać... ojj ciężka ta końcówka!

wtorek, 5 maja 2015

Nie rodzę bo...

... bo szyję!

Oprócz delikatnego bólu w kroczu nie czuję, aby cokolwiek się działo. KTG wczoraj pokazało delikatne skurcze, ale nawet ich nie czułam. Myślałam co prawda, że Olek jednak będzie punktualny i urodzi się w zaplanowanym czasie, no ale widać jednak coś w tym jest, że chłopcy lubią sobie posiedzieć w brzuszku. 

Dzięki temu, że Aleksandrowi się nie spieszy, w końcu zrobiłam dziś pizzę (tym razem skorzystałam z przepisu Matko Zabawko). I zaraz spałaszuję jej drugi kawałek!

poniedziałek, 4 maja 2015

Rodzisz już?

A kiedy pytają mnie, czy już rodzę, odpowiadam:


:-)

piątek, 1 maja 2015

Zaczynam się stresować...

Na 40 dni przed porodem zrobiłam listę rzeczy do zrealizowania przed godziną '0'. No i wygląda na to, że wszystkie pozycje zostały odhaczone z listy. 

W środę skończyłam jeszcze oglądać trzeci sezon "House of Cards" (rzeczywiście dużo słabszy niż wcześniejsze dwa), a wczoraj postanowiłam trochę poudzielać się w kuchni i zrobiłam sałatkę oraz naleśniki. 

No i zaczyna się. Stres. Do tej pory poród był daleko - bo miałam tę listę i sporo poduszek do zrobienia. A teraz... dziś już mamy w kalendarzu maj - a powtarzałam ciągle mojemu Synowi, żeby do maja się wstrzymał z wychodzeniem z brzucha. A to oznacza, że już zaraz - za kilkanaście / kilkadziesiąt godzin coś może zacząć się dziać. W mojej głowie kłębi się mnóstwo różnych myśli. Od tych, jak poradzę sobie z uczuciem bólu aż do tego, jak odnajdę się w roli matki...

Jutro czeka nas pierwsze KTG - chociaż cudów się na nim nie spodziewam, bo nie mam żadnych oznak zbliżającego się porodu. Może jedynie robię się powoli rozdrażniona i zaczynam mieć dość ciągłych pytań czy to już. Jeszcze chwila i będę musiała chyba status na FB co trochę aktualizować, żeby nie musieć odpowiadać ciągle na te same pytania ;)

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Tydzień? do porodu

I jak tam u Was? Jak się czujesz? Dzieje się już coś? Rodzisz? Wody już Ci odeszły? Czujesz skurcze? Stresujesz się? Mniej więcej takie pytania słyszę non stop od kilku dni. 

Tymczasem u mnie nadal cisza i spokój. Jestem w stanie prawie normalnie funkcjonować - wysypiam się, nie puchnę, kończę ostatnie poduszki... i tylko chodzę jak kaczka :-) Nawet stresu zbytniego nie czuję, co aż mnie dziwi. Za to Tatuś coraz bardziej poddenerwowany chodzi ;)

Termin porodu mam na 5 maja - a więc za tydzień. A kiedy Olek postanowi zaprezentować się światu - to wie tylko On ;) w każdym razie rodzinka się już doczekać nie może, babcie już planują spacery z wózkiem i ubieranie wnusia w te ciuszki, które im się będą podobać ;) ojj będzie szaleństwo! :):)

piątek, 24 kwietnia 2015

Wiosenna szybka sesja z brzuszkiem

Czy pisałam już, że czasem facet fotograf to skarb? Czasem to znaczy wtedy, kiedy robi zdjęcia mnie ;) kilka dni temu korzystając z pięknej pogody wykorzystałam ten mój skarb i pojechaliśmy na kilka szybkich ujęć w plener. 

Do mojej kolekcji zdjęć ciążowych brakowało mi jednego ujęcia - chciałam zrobić zdjęcie z brzuszkiem w plenerze i po porodzie zrobić takie samo zdjęcie, w tym samym miejscu, tyle że z Olusiem na brzuchu. Plan na teraz wykonany, teraz trzeba będzie czekać na wyprawę do lasu z Olkiem!

Oprócz tego jednego zdjęcia zrobiliśmy jeszcze kilka ujęć całej naszej trójki oraz kilka magicznych zdjęć w zielonym gąszczu.




Teraz przed nami sesja zdjęciowa malutkiego Aleksandra. Ale na to musimy jeszcze trochę poczekać! :-)

wtorek, 21 kwietnia 2015

2 tygodnie? Ciążowe podsumowanie

Do wyznaczonej daty porodu pozostały nam dwa tygodnie, choć jak wiadomo - godzina '0' może wybić w każdej chwili, zarówno wcześniej, jak i później. Wydaje mi się więc, że to idealny czas na ciążowe podsumowania. 

W momencie, gdy dowiedzieliśmy się o ciąży, nadchodzące 8 miesięcy wydawało mi się być wiecznością. Myślałam, że okres ciąży będzie mi się dłużył, że po drodze będę musiała zmagać się z wieloma ciążowymi dolegliwościami, że pod koniec będę już marzyć o porodzie. 

Muszę jednak przyznać, że trafiła mi się naprawdę 'lekka' ciąża. Zero nudności i wymiotów, brak jakiś strasznych zachcianek, dobre samopoczucie i wspaniały humor przez 99,7% czasu, dobre wyniki badań, prawidłowo rozwijający się Oluś, brak stresów, brak problemów ze snem czy ciągłym bieganiem do toalety (oprócz jednej pamiętnej nocy, o której pisałam na blogu!)

A tak rósł mój brzuszek od drugiego miesiąca ciąży do dziś :-)

Ciągle powtarzam sobie, że skoro tak dobrze znosiłam ciążę, to będę miała również lekki i szybki poród. Czasem tylko w głowie pojawia mi się myśl, że być może wykorzystałam już limit szczęścia przypadający na okres ciąży i teraz będzie już tylko pod górkę - ciężki poród, non stop płaczący Oluś... choć ogólnie muszę przyznać, że mam w życiu szczęście, więc mam nadzieję że mnie za szybko ono jednak nie opuści ;). 

Do samego porodu mi się jednak póki co nie spieszy - i chyba jestem jedną z nielicznych kobiet w 9. miesiącu ciąży, która tak twierdzi ;) póki co wciąż delektuję się ciszą i spokojem oraz czasem, który możemy z Marcinem spędzić we dwoje lub który mam tylko dla siebie, jem ulubione potrawy, z którymi będę musiała rozstać się podczas karmienia piersią, odwiedzam znajomych... I tak mi dobrze :-)

Pomimo tego, że tak dobrze czułam się przez cały okres ciąży, to jednak jestem pełna podziwu dla wszystkich kobiet, które mają już co najmniej jedno dziecko, zwłaszcza małe, i są w kolejnej ciąży. Ciąża to jednak ogromny wysiłek dla organizmu, z rosnącym brzuchem ciężko jest normalnie funkcjonować i robić wiele rzeczy - nawet dłuższe 'stanie przy garach', prasowanie czy zmywanie męczy, a co dopiero bieganie za żywiołowym maluchem. 

środa, 15 kwietnia 2015

3 kg naszego szczęścia

Dopiero co byliśmy na pierwszej wizycie u ginekologa, na której jeszcze za wcześnie było na potwierdzenie ciąży i na drugiej, na której zobaczyliśmy malutkiego Bąbelka. A teraz ten Bąbel waży już 3 kg i niedługo pojawi się na świecie!

Poniedziałkowa wizyta kontrolna była już naszą ostatnią u lekarza prowadzącego ciążę. Do planowanego terminu porodu zostały niecałe 3 tygodnie i gdyby teraz coś się działo, to mamy od razu kierować się do szpitala. A jeśli Olusiowi spieszyć się do wyjścia nie będzie (a coś czuję że tak może być :-)), to od 5 maja mam się codziennie zgłaszać na KTG.

Mnie się ciągle jeszcze w głowie nie mieści, że już za około 20 dni będę rodzić. Wiem, że wyjścia nie mam, staram się jakoś tym wszystkim nie stresować, ale nie zmienia to faktu, że do tej pory nie nacierpiałam się za wiele w życiu jeśli chodzi o fizyczne odczuwanie bólu. Marcin też ma stresa, co widzę w jego oczach :-) 

Moje przygotowania do 'godziny 0' są już mocno zaawansowane. Wczoraj zaliczyłam wizytę u fryzjera i oprócz zaplanowanego farbowania odrostów zmieniłam także obcięcie - teraz mam włosy mocno wycieniowane z przodu. Później 'z marszu' zahaczyłam też o kosmetyczkę, która wyregulowała mi brwi i przyciemniła je henną. Teraz przydałoby się jeszcze zgubić z twarzy tę ciążową lekką opuchliznę i byłoby super ;)

Fizycznie czuję się super (tfu tfu tfu!) i mam nadzieję, że tak już będzie do samego porodu. Cały czas działam z poduchami, a moim najnowszym 'wynalazkiem' są mini sówki-przytulanki, idealne dla niemowlaków. 


W sypialni wczoraj pojawiła się szafka na rzeczy Aleksandra, póki co jeszcze bez blatu. Jak tylko on się pojawi, to pokażę Wam Olusiowy kącik w całej okazałości - mimo tego, że kącik jest naprawdę malutki i ciaśniutki, to całość wygląda przepięknie! Kawałek widać zresztą na zdjęciu powyżej :-)

piątek, 10 kwietnia 2015

Do przodu!

Po chwilowym spadku formy, o którym pisałam ostatnio, na szczęście póki co została tylko pamiątka w postaci wpisu na blogu. Wraz z wczorajszym pojawieniem się słońca za oknem, wróciły mi siły i dobre samopoczucie. 

Lekko przestraszona tymi małymi zawirowaniami postanowiłam wziąć się za zrobienie tego, co jeszcze muszę zrobić przed porodem. Wczoraj uzupełniłam więc w Rossmannie braki kosmetyczne moje i Olusia i przekazałam harcerskie tematy, w które byłam jeszcze zaangażowana. 

Dziś wybieramy się do kina na "Szybkich i wściekłych 7". Oglądam te filmy w sumie wyłącznie z racji na Paula Walkera, który podobał mi się 'od pierwszego zobaczenia', a że to ostatni film nakręcony przed jego śmiercią, to nie mogę go nie zobaczyć. Później jak się uda wybierzemy się na chwilę na salsotekę - następna będzie dopiero za dwa tygodnie, ale na nią mogą już się nie wyrobić, więc dziś ostatnia szansa na realizację mojego postanowienia przedporodowego ;)

A jutro korzystając z przecudnej pogody wybierzemy się w plener na jeszcze kilka ciążowych ujęć :-) w poniedziałek natomiast czeka nas wizyta u naszego pana doktora, zobaczymy ile nasz Maluszek już waży!

I powiem Wam, że już snuję plany 'pociążowe'... tzn. już sobie wyobrażam, jak w wakacje pakujemy Olusia do auta i jeździmy na krótkie wycieczki po okolicy... do lasu, nad wodę albo na ruiny zamku! Odkąd pamiętam moi rodzice zabierali mnie i brata na takie jednodniowe wycieczki i już się doczekać nie mogę, aż my będziemy tak jeździć z małym :-)

A na koniec: znowu tematy kocie :-) Staś i Olek w jednym spali domku, tyle że Olek jeszcze w środku ;)



środa, 8 kwietnia 2015

9 miesiąc czas zacząć

Ojj muszę przyznać, że 9. miesiąc ciąży rozpoczęłam z prawdziwym przytupem. Wszystko zaczęło się w poniedziałek wielkanocny - praktycznie cały dzień przespałam, ominął mnie nawet rodzinny obiad. Później prawie do 3.00 w nocy usnąć nie mogłam...

We wtorek obudziłam się o normalnej porze, ale koło 14.00 byłam już nie do życia. Więc znowu położyłam się spać i ledwo wstałam na zaplanowane wcześniej spotkanie. Ze spotkania wróciłam w kiepskim stanie - i od razu się położyłam spać. Wieczorem okazało się, że mam lekki stan podgorączkowy i ogólnie czułam się strasznie licho. Zaczęłam nawet myśleć, że może poród się zbliża, bo wszystko mnie bolało. Z tego wszystkiego spakowaliśmy torbę do szpitala z rzeczami dla mnie - bo ta z rzeczami Olusia już od tygodnia stoi gotowa. 

Kolo 23.00 położyłam się spać. I tak tragicznej nocy już dawno nie przeżyłam. Do toalety wstawałam - nie kłamiąc - koło 40 razy, przy czym czasami nawet co 5 minut. Oczywiście za każdym razem musiałam się trochę nagimnastykować, żeby w ogóle wstać - przez chwilę zastanawiałam się nawet, czy nie zainstalować się na stałe w ubikacji... 

Teraz cały czas jestem nieprzytomna, więc coś mi się wydaje że czeka mnie kolejny dzień w łóżku. 

A co poza tym?
Mamy już łóżeczko i materacyk, Marcin musi jeszcze tylko przerobić szafkę nocną na szafeczkę z rzeczami Olusia. Torby do szpitala gotowe, a ja mam do skończenia jeszcze kilka poduszek + cały czas mam w głowie to, co jeszcze powinnam zrobić przed porodem.