Dziś po 12.00 trafiliśmy do szpitala. Miałam ogromną nadzieję, że do tego czasu coś zacznie się dziać...
W niedzielę z rana umyłam okna w salonie i wszystkie lustra, wyszorowałam też podłogę na kolanach. A w międzyczasie jeszcze tańczyłam. Brzuch mnie ciągnął cały dzień i byłam pewna, że coś zacznie się dziać.
Wieczorem jeszcze wzięłam długą ciepłą kąpiel i pozytywnie nastawiona poszłam spać, licząc że w nocy obudzą mnie skurcze.
Skurczy nie było, o 5.00 rano uruchomiłam więc plan B - wypiłam olej rycynowy, zgodnie z zaleceniami położnej. Do 8.00 pospałam, a później zaczęła się akcja oczyszczania organizmu, po której miały pojawić się skurcze i rozwarcie.
No i dupa zbita!!! Nic, żadnych skurczy, żadnego rozwarcia!
W każdym razie jestem już w szpitalu i póki co mam czekać... I chyba tu oszaleję :/ Ileż można czekać? :(