Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciaża. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciaża. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 marca 2015

Dostałam mój pierwszy Brzusio Box!

Zgodnie z zapewnieniami, 10. marca kurier dostarczył mi mój pierwszy Brzusio Box - czyli pudełko pełne niespodzianek dla mnie i maluszka. Akurat paczka dotarła do mnie podczas odwiedzin koleżanki, więc obie z ciekawością otwierałyśmy pudełko.

Już samo pudełko, w które zapakowane są upominki, wygląda zachęcająco - myślę że zachowam je na drobnostki związane z ciążą.


Po otwarciu trochę zmylił mnie różowy papier - już myślałam, że to paczka przygotowana dla dziewczynki ;) jak się jednak okazało - produkty dla maluszka, które znajdują się w środku, są kolorystycznie przewidziane dla chłopca ;)


Na początku czekały mnie na mnie ulotki promocyjne firm, których produkty znajdują się w pudełku, a także pierwszy prezent - płyta Fundacji Rodzić po Ludzku, przygotowująca do ciąży, porodu i połogu. Na pewno ją przejrzę w ciągu najbliższych dni. 



W marcowym Brzusio Box znalazły się trzy drobiazgi przewidziane dla naszego Bąbla. Pierwsza rzecz, z której chyba najbardziej jestem zadowolona, to termoforek wypełniony pestkami wiśni. Akurat termoforu dla maluszka jeszcze nie miałam, a słyszałam od kilku osób że to przydatna rzecz np. podczas kolek czy bolącego brzuszka. Cena tego termoforku w sklepie producenta (Fiorino) to 15,99 zł. 



Od firmy Fiorino w pudełeczku znalazła się jeszcze jedna rzecz - zabawka z pestkami wiśni w środku. Zabawka wykonana jest z polaru minky i według producenta jest idealna do ćwiczeń manualnych dla dzieci, może też służyć jako ocieplacz do dłoni w chłodniejsze dni. Cena - 10,99 zł


Kolejna rzecz dla Olusia to klonowy gryzak z zawieszką, przeznaczony dla maluszków od 3. miesiąca życia od Lullalove. Nam trafił się żółwik z granatową zawieszką w moim ulubionym marynarskim stylu. gryzaczek zapakowany jest w woreczek. Cena: 36 zł.




No i teraz coś dla mnie: "luksusowe, naturalne przetwory owocowe" od Made with my Mum. Pierwszy o smaku truskawki z białą czekoladą (brzmi przepysznie!), drugi - konfitura borówka amerykańska z owocami leśnymi. Słoiczki są malutkie - mają tylko 40 ml. Myślę że skosztuję ich jutro na śniadanie ;) cena za słoiczek - 3,50 zł. 


I ostatnia rzecz: smoothie owocowe o smaku śliwki, jeżyny i jagody od Fimaro. Trochę szkoda, że nie dostałam wersji truskawka, malina, żurawina - bo uwielbiam truskawki, dobrze że trafił mi się taki krem ;) Cena: 4,99 zł. Smoothie też zostawię sobie na jutro, bo dziś już jestem pełna. 



Podsumowanie: Brzusio Box kosztuje 69 zł przy jednorazowym zamówieniu. Wartość produktów, które znalazły się w marcowej edycji, to ok. 75 zł. Szkoda, że produkty dla mnie zaraz znikną ;) za to Oluś myślę że będzie zadowolony z niespodzianek dla siebie - chociaż trochę czasu jeszcze minie, zanim zacznie z nich korzystać. Na plus jest to, że w Brzusio Box znajdują się produkty od polskich producentów, a do tego naturalne i zdrowe. 



środa, 4 marca 2015

31 tydzień ciąży. I szkoła rodzenia - połóg

Kiedyś wydawało mi się, że 9 miesięcy ciąży będzie trwało całe wieki. Teraz już wiem, że wcale nie, czas leci jak szalony a my jesteśmy już coraz bliżej porodu!

Leci nam już 31. tydzień ciąży. Moja waga pokazuje, że przytyłam 11 kg i mam wrażenie, że trochę zaokrągliła mi się twarz (całe szczęście jeszcze nie tak, jak Agnieszce Szulim we wczorajszym odcinku 'Na językach' ;))

Czuję się cały czas bardzo dobrze, brzuszek mi za bardzo nie doskwiera, nie mam problemów ze spaniem. Kilka razy dopadły mnie zaparcia i coraz trudniej mi założyć buty, ale daję radę. Oby tak było już do końca!

W poniedziałek zaliczyliśmy drugie zajęcia szkoły rodzenia, poświęcone tematowi połogu. Prowadziła je naprawdę bardzo sympatyczna położna - emanowała od niej pozytywna energia i mam wrażenie, że naprawdę fajna z niej kobitka :-) 

Położna skupiła się głównie na kilku pierwszych godzinach i dniach po porodzie. Ale mówiła też o tym, jak ważne jest karmienie dziecka mlekiem matki i stwierdziła, że każda kobieta powinna być w stanie wykarmić swoje dziecko - za przykład podała kobiety, które rodziły dzieci w obozach koncentracyjnych - były wychudzone i przemęczone, a mimo to były w stanie wykarmić dzieci. 

Podkreśliła też, jak ważne jest wsparcie tatusiów po porodzie - zwłaszcza w 3/4 dobie, kiedy u kobiety może pojawić się kryzys. No i uczuliła nas też na znające się na wszystkim, a zwłaszcza na postępowaniu z maluszkami, babcie, koleżanki i inne postronne osoby. Dziecko będzie nasze, my je będziemy wychowywać, więc to my będziemy najlepiej wiedzieć co zrobić. Byle by tylko nie zmieniać non stop środków do pielęgnacji czy lekarza. 


sobota, 28 lutego 2015

Szkoła rodzenia - pierwsze zajęcia za nami

W minioną środę rozpoczęliśmy zajęcia w szkole rodzenia. Poszliśmy na nie w trójkę - tzn. ja, Marcin i Oluś ;)

Zajęcia odbywają się w naszym szpitalu powiatowym (w którym zamierzam rodzić) i są bezpłatne. W planie mamy pięć spotkań. 

Pierwsze zajęcia poświęcone były tematowi porodu. Położna przedstawiła nam trzy etapy porodu, do każdego z etapów oczywiście mogliśmy zadawać pytania. Powiem Wam szczerze, że jak tak siedziałam i słuchałam co mnie czeka, to aż chwilowo zrobiło mi się słabo i aż straciłam całą siłę w dłoniach, tak że nawet nie mogłabym ścisnąć długopisu ;) chociaż może to od gorąca było, bo w sali było strasznie duszno? :-)

Położna podkreślała kilkukrotnie, że bardzo ważne jest pozytywne nastawienie do porodu. Nad tym cały czas staram się pracować ;)

Później zaliczyliśmy spacer po Trakcie Porodowym i oddziale położniczym. Nasz szpital oddano do użytku bodajże 3 lata temu (po około 20 latach budowy ;)), w każdym razie kiedyś już pisałam, że jest naprawdę czysto, schludnie i przyjemnie (jak przypomnę sobie stary budynek i zapach który tam panował to nawet teraz mi niedobrze... a jeszcze ponoć przez oddział położniczy przewozili do windy zwłoki osób z oddziału wewnętrznego... masakra jakaś!!). 

Położna pokazała nam trzy sale porodowe, z których jedna jest przygotowana do porodów rodzinnych (przy sali znajduje się osobny pokój z kanapą, w którym mogą przebywać członkowie rodziny). Przy salach są też oczywiście łazienki, a na wyposażeniu są piłki czy worki sako. O porodzie rodzinnym należy poinformować w momencie przyjmowania na oddział.

Pokoje na oddziale położniczym są dwuosobowe, każdy z łazienką. Od niedawna szpital umożliwia przenocowanie na oddziale również komuś z najbliższej rodziny. Myślałam że taka opcja będzie dużo kosztować, ale okazało się że to koszt tylko 15 zł - oczywiście pod warunkiem, że akurat na oddziale będą wolne łóżka. Nie wiem czy będziemy z takiej opcji korzystać - pewnie wszystko będzie zależeć od tego, jak będę się czuła po porodzie. 

Kolejne zajęcia w najbliższą środę - będą poświęcone połogowi. Później czekają nas jeszcze osobne zajęcia dotyczące karmienia i kąpieli. Na ostatnich zajęciach będziemy ćwiczyć. 

A w poniedziałek oprócz szkoły rodzenia czeka nas także wizyta kontrolna u naszego lekarza prowadzącego ciążę. Oluś zostanie zmierzony, zważony i dokładnie podejrzany. Mam nadzieję, że pokaże nam buźkę, bo ciekawa jestem jak wygląda :-)

AAA, w szpitalu dostaliśmy też listę z rzeczami, które musimy mieć przy sobie podczas porodu. Wczoraj poczyniłam więc ostatnie zakupy - i jak tylko przyjdą mi paczki, a ja uporam się z praniem i prasowaniem ciuszków, to będzie można torby spakować. 

środa, 25 lutego 2015

Brzusio Box - paczuszka-niespodzianka dla przyszłej Mamy

Trochę przypadkiem trafiłam ostatnio na Brzusio Box, a właściwie to Brzusio Box trafił na mnie - na Instagramie. Dziś postanowiłam sprawdzić, co to właściwie jest, a że ja już wiem - to chciałam podzielić się tym z Wami.

grafika: www.brzusiobox.pl

Brzusio Box to paczuszka przygotowana specjalnie z myślą o przyszłych mamach i ich maleństwach. Zamawiając taki prezent nie wiemy do końca, co się w nim znajduje - wiadomo jedynie, że są to wyjątkowe produkty od polskich producentów, a na paczuszkę składają się:
grafika: www.brzusiobox.pl
Paczki są przesyłane raz w miesiącu - trafiają do przyszłych mam 10 dnia miesiąca. Jednorazowo Brzusio Box kosztuje 69 zł, ale można go też zamówić na trzy lub sześć miesięcy. 

Dodatkowo przy rejestracji podajemy tydzień ciąży oraz płeć dziecka, co ma sprawić, że nasz Brzusio Box będzie przygotowany specjalnie dla nas i naszego Maleństwa :)

W lutowej paczuszce znalazły się dwie książki ("Lepszy poród" i "Najszczęśliwsze niemowlę w okolicy"), herbatka laktacyjna, olej kokosowy, mydełka i kule do kąpieli oraz serduszko - podkładka pod kubeczek. Tutaj znajdziecie opisy i zdjęcia wszystkich produktów. 

W marcowej paczuszce ma znaleźć się niespodzianka od Lullalove. Co jeszcze? Nie wiadomo :-)

Ja dziś zamówiłam swój Brzusio Box i już nie mogę doczekać się przesyłki. Na pewno zdam Wam relację, co znalazło się w paczuszce. A gdybyście też chciały zamówić Brzusio Box dla siebie, to możecie to zrobić poprzez stronę internetową Brzusio Box - zamówienia na marcową niespodziankę przyjmowane są do końca lutego. 

niedziela, 22 lutego 2015

Sielankowo

Ojj ostatnio zaniedbuję bloga! Niby jestem na zwolnieniu, niby mam tyyyyle wolnego czasu, niby powinno mi się już nudzić... no ale jakoś wcale tak nie jest ;)

W każdym razie: bardzo podoba mi się to, jak ostatnimi czasy mijają mi dni. Wstaję o tej godzinie, o której się obudzę - choć bardzo często zdarza się, że po przebudzeniu leżę sobie jeszcze w łóżku - bo przecież nigdzie mi się nie spieszy. 

W ciągu dnia zajmuję się głównie szyciem kolejnych poduszek, co naprawdę mnie cieszy i relaksuje. I najważniejsze - mogę to robić nawet leżąc w łóżku czy siedząc wygodnie na kanapie, przy dźwiękach ulubionej muzyki (mam nadzieję że dzięki temu zaszczepię mojemu synkowi dobry muzyczny gust ;)). Pomimo tego, że w kalendarzu dopiero luty, raz już nawet udało mi się urządzić szycie na balkonie, w blasku słonecznych promieni. Nie mogę się doczekać takich kolejnych dni!

W międzyczasie robię zakupy wyprawkowe - moją ostatnią zdobyczą jest napis nad łóżeczko Olusia - już nie mogę się doczekać, aż go zawiesimy! Ale to będzie dopiero w kwietniu, bo wtedy mamy dostać łóżeczko od mojej koleżanki. 


Mam też czas na spotkania z koleżankami czy załatwianie spraw na mieście. A to, co najbardziej cenię w tym wszystkim, to totalny spokój i przede wszystkim: brak jakichkolwiek stresów. Ostatnio nie muszę się nawet martwić o obiady, bo raz z zaproszeniem na obiad dzwoni moja mama, raz teściowa... w ciągu ostatnich dwóch tygodni gotowałam coś chyba tylko raz - z tego wszystkiego nawet nie mam czasu na zrobienie naleśników, które chodzą za mną od kilku dni! :-)

No i na takiej sielance mijają nam ostatnie dni. Po kilku ostatnich latach, kiedy to po ośmiu godzinach w pracy pędziłam do domu żeby zająć się moją firmą (prowadziłam lokalny portal internetowy z aktualnościami z życia miasta) i praktycznie non stop siedziałam przy komputerze i ciągle miałam coś do zrobienia i co chwilę musiałam z kimś coś załatwiać i o coś się martwić, obecne spokojne i wyciszone życie naprawdę baaaardzo mi odpowiada!

niedziela, 15 lutego 2015

Bąbel szaleje :-)

Trzeba przyznać, że nasz Synek nie ma ze mną lekkiego życia. Ciężko mi usiedzieć w miejscu i nic nie robić - więc mimo tego, że jestem na zwolnieniu, to i tak ciągle coś robię. Ostatnio sporo czasu schodzi mi na wycinaniu, szyciu i wypełnianiu kolorowych poduszek, ale w międzyczasie zaliczam też różne taneczne imprezy. 

Po tańcach sylwestrowych i karnawałowych, wczoraj zaliczyliśmy tańce walentynkowe. Brzuszek ciążył mi zdecydowanie bardziej niż podczas Sylwestra - ale nie ma się co dziwić, trochę urósł przez te 1,5 miesiąca. Oczywiście na parkiecie nie szaleję tak, jak przed ciążą, ale i tak sporo się z Olusiem bawimy - znajomi nawet się śmieją, że nasz maluszek po urodzeniu da nam w kość - bo teraz tak aktywnie spędzam czas. No zobaczymy! A może właśnie po urodzeniu będzie chciał się wyspać? :-) tym bardziej że przed nami jeszcze co najmniej kilka salsotek, konferencja firmowa oraz Dzień Kobiet :-)

W każdym razie nasz Bąbel też szaleje i codziennie daje o sobie znać kopniaczkami. Łożysko mam na przedniej ścianie, więc te kopniaki nie są bardzo mocne, ale da się je zauważyć patrząc na brzuszek. 

Zaobserwowałam też jedną rzecz: jak leżę na wznak i wstrzymuję oddech, to widać jak mój brzuszek podskakuje wraz z uderzeniami serduszka Olka! Niesamowite! :-)

czwartek, 5 lutego 2015

Tak to się zaczęło!

26 sierpnia 2014, wtorek, pierwsza rocznica podpisania aktu notarialnego w związku z kupnem mieszkania, jak i pierwsza rocznica spłacania kredytu mieszkaniowego (pierwsza, ale niestety nie ostatnia ;)). To też teoretycznie drugi dzień spodziewanego okresu, który tym razem się nie pojawił. 

Ogólnie w dniach poprzedzających ten 'sądny' dzień czułam, że coś się dzieje - czasem tak mam, że od wewnątrz czuję taki delikatny stresik, zwiastujący coś ważnego. I tak też było tym razem.

Wracając do 26 sierpnia. Do tej pory miesiączkę miałam regularną, a jeszcze w ostatnim czasie korzystałam w aplikacji w telefonie, która mi o niej przypominała. Jej brak sprawił więc, że w głowie zaczęła mi się świecić czerwona lampka. Ponieważ to był wtorek, ja od 8.00 do 16.00 siedziałam w pracy. Ale tego dnia ciężko było mi się skupić - co trochę zerkałam w telefon szukając w Internecie pierwszych objawów ciąży. 

Gdy tylko wybiła 16.00, prawie wybiegłam z pracy, wsiadłam w auto i pojechałam do pobliskiej galerii (choć galeria to za wielkie słowo) i w Rossmanie zakupiłam mój pierwszy w życiu test ciążowy - wzięłam od razu podwójny. W 'galerii' były toalety, a że mnie po raz kolejny tego dnia chciało się siku - postanowiłam test zrobić od razu, nie czekając na powrót do domu. Ręce mi się trochę trzęsły, nie do końca wiedziałam nawet jak się tym testem posługiwać ;) w każdym razie po kilku minutach zobaczyłam dwie kreski zwiastujące ciążę. 

Do końca nie wiem, jak dojechałam do domu ;) daleko co prawda nie miałam, ale te kilka minut trwały wieczność. Po drodze oczywiście zastanawiałam się, jak o ciąży powiedzieć Marcinowi. 

Gdy weszłam do domu okazało się, że Marcin spał na kanapie. Podeszłam z testem w ręku i go obudziłam, mówiąc że mam dla Niego prezent z okazji rocznicy kupna mieszkania. On trochę nieprzytomny jeszcze spytał jaki prezent, a wtedy ja dałam mu test. Ojj to był dla niego szok ;) prawie taki sam jak dla mnie. Pojawiły się łzy, ale oboje bardzo się cieszyliśmy. 

Po południu spotkaliśmy się z przyjaciółmi, z którymi umówiliśmy się już parę dni wcześniej, pojechaliśmy na lody. Włożyłam test do torebki i w trakcie spotkania powiedzieliśmy, że chcemy im coś pokazać. Wyciągnęłam test... i dopadł mnie tak histeryczny śmiech, że nie byłam w stanie powiedzieć słowa. Z tego wszystkiego mąż przyjaciółki stwierdził, że go wkręcamy ;) no i nie było wyjścia - wieczorem z drugim testem pojechaliśmy do przyjaciół i u nich robiłam test. Dopiero wtedy znajomy nam pogratulował ;) ale nie ma się co dziwić - do tej pory oboje deklarowaliśmy, że lepiej mieć kota niż dziecko ;) 

No i tak - trochę niespodziewanie - dowiedzieliśmy się, że zostaniemy rodzicami i że zmieni się całe nasze życie. Choć tego nie planowaliśmy, to cieszę się bardzo, że właśnie tak się to wszystko potoczyło - i mam wrażenie, że Bąbel wybrał sobie naprawdę idealny moment na pojawienie się na świecie :-) ja np. kilka miesięcy przed zajściem w ciążę zaczęłam się lepiej odżywiać i trochę schudłam, a poza tym spełniłam kilka swoich marzeń - tych mniejszych i tych większych ;)

środa, 4 lutego 2015

Chwilowy spadek formy

Nie wiem, czy to już wina trzeciego semestru, ale dopadł mnie dziś chwilowy spadek formy. Najpierw idąc do Carrefoura pomyślałam o sobie pierwszy raz, że zaczynam już chodzić jak kaczka. A pewnie będzie jeszcze gorzej ;)

Później robiąc zakupy zaczęłam szukać bananów, których już dawno nie jadłam i o których ciągle zapominałam będąc w sklepie. Zaczęłam zbliżać się do stołu z wyłożonymi owocami - a tam wszystko oprócz bananów! Prawie łzy mi w oczach stanęły i bankowo bym się rozpłakała  - na szczęście okazało się, że banany leżały na samym końcu :-) Uff! 

Stojąc przy kasie zgarnęłam do zakupów jeszcze czekoladę z orzechami - i otworzyłam ją od razu po wejściu do auta. Później doprawiłam bananem - i nastrój trochę mi się poprawił, chociaż jak opowiadałam tę historię Marcinowi po powrocie, to łzy mi naprawdę stanęły w oczach ;)

Teraz już się z tego śmieję, ale przez moment było groźnie. No cóż, ciążowe nastroje bywają różne :-)

wtorek, 3 lutego 2015

Zaczynamy trzeci trymestr!

Z moich obliczeń wynika, że zaczęliśmy właśnie 7. miesiąc ciąży i jednocześnie trzeci trymestr. To niesamowite! Nie spodziewałam się, że czas w ciąży będzie mi tak szybko leciał, szczególnie jak już będę na zwolnieniu!

Czuję się znakomicie i mam nadzieję, że tak będzie jak najdłużej. Wczoraj zaliczyliśmy wizytę u lekarza. Bąbel ułożył się już główką w dół i sobie pięknie rośnie (choć akurat na wczorajszej wizycie go nie mierzyliśmy, to nas czeka za miesiąc). Szyjka zamknięta, ciśnienie w normie, waga rośnie - póki co mam na plusie jakieś 8,5 kg.

Porozmawiałam z lekarzem o porodzie - niestety u nas w szpitalu nie ma opcji znieczulenia podczas naturalnego porodu, ale lekarz stwierdził że bardzo ważne jest samo nastawienie i przygotowanie do porodu. Także nastawiam się pozytywnie - będzie dobrze!! :-) czekam też na telefon ze szkoły rodzenia - zajęcia pewnie niedługo się rozpoczną. 

No a dziś obudziłam się rano i od razu po przebudzeniu dostałam genialną wiadomość: okazało się, że mój ukochany amerykański zespół Dave Matthews Band po 5 latach przerwy zagra koncerty w Europie, w tym jeden w Gdańsku! Od 2010 roku i mojego pierwszego koncertu DMB czekałam na ich kolejny występ i już myślałam, że to marzenie nigdy się nie spełni - a tu proszę, taka niespodzianka! Można powiedzieć, że termin wybrali idealnie - akurat Oluś będzie miał już prawie 5 miesięcy, więc chyba jakoś damy radę przeżyć dwudniową rozłąkę - ewentualnie weźmiemy go ze sobą do Gdańska + babcię do opieki podczas koncertu ;)

Aż wróciły wspomnienia sprzed prawie dokładnie 5 lat i koncertu w Berlinie, na którym byłam razem z przyjaciółką. Stałyśmy pod samą sceną, w koszulkach ze zdjęciem zespołu i transparentem "See you in Poland" Podczas koncertu oczywiście szalałyśmy, co doskonale widać na tym filmiku - te dwie skaczące głowy pod sceną to my :-) w tym czasie reszta publiki stoi zasłuchana i chłonie wszystkie dźwięki :-)


A tu nasze nagranie - nawet widać nas i nasz transparent :-)



Najlepsze natomiast czekało nas na końcu: po ostatniej piosence zespół rozdawał autografy, ludzie pod sceną podawali różne rzeczy, na których dostawali podpisy. My nie miałyśmy nic, na czym zespół mógłby się podpisać... oprócz swoich koszulek ;) założyłyśmy więc ubrania znajomych i zaczęłyśmy wymachiwać koszulkami. Zauważył to trębacz z zespołu i wziął je od nas! Po kilku minutach koszulki do nas wróciły z podpisami całego zespołu!! :-)

Ach, już się doczekać nie mogę 28 października! :-)

sobota, 31 stycznia 2015

Pozostały 93 dni do planowanej daty porodu...

Przez kilka dni musiałam korzystać ze starszego modelu telefonu, na którym nie mogłam zainstalować aplikacji ciążowej i przegapiłam moją 'studniówkę', czyli 100 dni do planowanego terminu porodu. Dziś aplikacja pokazuje mi, że dni pozostało 93. AAA!!!

Ogólnie nigdy w życiu nie miałam nic złamanego ani skręconego, a największy ból, jaki do tej pory przeżyłam, to ból zęba i wyciskanie ropienia. I boję się bólu strasznie. W 2013 r. miałam podłączaną pierwszą kroplówkę w życiu - pielęgniarka aż się zestresowała i spociła, bo ja jak nakręcona zaczęłam jej opowiadać o tym, jak się boję. 

Gdy koleżanki które już mają dzieci zaczynały opowiadać o porodach - ja po prostu wychodziłam z pokoju albo przestawałam ich słuchać. Byłam pewna, że prędzej adoptuję dziecko albo nie będę miała go wcale, niż urodzę. 

Aż tu niespodziewanie zaszłam w ciążę. Chcę czy nie - urodzić będę jakoś musiała... nadal wolę nie poruszać z innymi tego tematu, bo ciągle mnie to przeraża.



Póki co powtarzam sobie, że skoro ciążę przechodzę lekko, bez większych niedogodności, to taki też będę miała poród - szybki i lekki. Jak jedna z bohaterek filmu "Jak urodzić i nie zwariować", która tylko kichnęła i dziecko wyskoczyło ;) tak też mówię wszystkim dookoła, licząc że będzie to taka samospełniająca się przepowiednia. 

Postanowiłam rodzić w szpitalu w moim mieście, choć wiele koleżanek rodziło np. w Łodzi. Mamy od bodajże 3 lat nowy szpital, szukając informacji o szkole rodzenia udało się nam nawet podejrzeć sale porodowe - naprawdę jest czysto i schludnie, można powiedzieć że nawet pachnie nowością. Na oddziale pracują  dwie znajome położne (ja ich nie znam, ale kiedyś się okazało, że one znają mojego tatę ;)), a nowy ordynator oddziału to znajomy rodziców (zalety mieszkania w małym mieście - praktycznie zawsze ktoś kogoś zna ;)). Powtarzam sobie, że to też wpłynie na sam poród i że będę w dobrych rękach. Znajomości zawarte w szkole rodzenia też z pewnością pomogą. 

Poza tym - tyle kobiet urodziło już dzieci, więc i ja dam radę. Chociaż co do tego argumentu to niestety nie pomagają informacje z mediów - np. wczorajsza czy przedwczorajsza o kobiecie z Zabrza, która musiała urodzić martwe dziecko, a teraz sama walczy o życie... trzeba jednak myśleć pozytywnie, prawda?

Ponoć o bólu szybko się zapomina - mam nadzieję... chociaż znając siebie, to nie wiem czy o moim bólu szybko zapomną położne - prędzej je znowu zagadam na śmierć i babeczki będą uciekać, gdzie pieprz rośnie, albo się znowu zestresują i zapomną, co mają robić ;)

Ps. A ogólnie to nawet dziś w nocy śniło mi się, że poczułam jakiś pierwszy większy skurcz. Poleciałam z mamą do szpitala, a w głowie tylko miałam myśl, że przecież jeszcze nie mam spakowanej torby!

środa, 28 stycznia 2015

Wyprawka dla niemowlaka - c.d...

Kompletowanie wyprawki dla niemowlaka to naprawdę ciężka sprawa. Po pierwsze: nie do końca wiadomo, co potrzeba, a jeśli nawet mamy listę, to i tak przy każdym punkcie możnaby się zastanawiać co i jak... jakiego rozmiaru butelka? Z jakiej firmy smoczek? I ile smoczków / butelek potrzeba na początek? A ile pieluszek tetrowych?

Po drugie: praktycznie każda z potrzebnych rzeczy ma jakiś wzorek. A te wzorki są cudne, aż ciężko się zdecydować, który wybrać. Nawet wybór smoczka jest ciężkim zadaniem! :-)

Do mnie wczoraj przyszła kolejna paczka z pierdółkami dla maluszka. Zamówiłam m.in.:

  • dwa kaftaniki zapinane na napy (miałam kaftaników nie brać wcale, ale poleciłyście że mogą się przydać w szpitalu, bo będzie je łatwo założyć), 
  • dwa smoczki uspokajające,
  • szczotkę do włosów z naturalnego włosia,
  • pieluchy tetrowe - 8 sztuk,
  • butelkę antykolkową,
  • szczotkę do butelek,
  • nożyczki do paznokci,
  • dwa prześcieradła do łóżeczka, 
  • Sudocrem.
Tym samym lista rzeczy do kupienia trochę się skróciła, choć wciąż zawiera sporo pozycji.
Najbardziej rozczuliły mnie smoczki, w moim ulubionym marynarskim stylu, z paseczkami i groszkami:

A dziś byłam w kilku sklepach z odzieżą używaną, bo szukałam materiałów na podusie. Powstrzymać się jednak nie mogłam i kupiłam też kurteczkę dla Olusia (którą założy za ponad 1,5 roku najwcześniej...) i kombinezon dla dziewczynki. Zachwycił mnie już w poniedziałek, ale wtedy był za 15 zł. A dziś kupiłam go za 5 zł ;) właśnie się suszy i trafi do mojej koleżanki albo kuzynki - w każdym razie na pewno się nie zmarnuje! :-)

 



niedziela, 25 stycznia 2015

Zimowa sesja z brzuszkiem

Od wczoraj pada u nas śnieg. Dziś za oknem zrobiło się już zupełnie biało, postanowiliśmy więc wykorzystać piękną zimową aurę na szybką sesję zdjęciową. Nawet bardzo szybką, bo trwała niecałe 10 minut! Ale kilka cudnych zdjęć udało się zrobić. Sama się napatrzeć nie  mogę! Zdolnego mam mężczyznę, co? :-)







sobota, 17 stycznia 2015

Nocne rozmowy

Leżymy wieczorem - a właściwie już w nocy - w łóżku. Prawie wszyscy - tzn, ja, ON, Bąbel w brzuchu i Marcyśka. Tylko Stasiek gdzieś biega po domu i spać nie chce.

Bąbel zaczyna delikatnie kopać, o czym mówię JEMU. On raz i drugi dotyka ręką brzucha, ale ruchy są jeszcze dla NIEGO niewyczuwalne.

W końcu ON mówi do brzucha:

- Oluś, kici kici!

No cóż, chyba się tatusiowi coś pokiełbasiło :-)