Po chwilowym spadku formy, o którym pisałam ostatnio, na szczęście póki co została tylko pamiątka w postaci wpisu na blogu. Wraz z wczorajszym pojawieniem się słońca za oknem, wróciły mi siły i dobre samopoczucie.
Lekko przestraszona tymi małymi zawirowaniami postanowiłam wziąć się za zrobienie tego, co jeszcze muszę zrobić przed porodem. Wczoraj uzupełniłam więc w Rossmannie braki kosmetyczne moje i Olusia i przekazałam harcerskie tematy, w które byłam jeszcze zaangażowana.
Dziś wybieramy się do kina na "Szybkich i wściekłych 7". Oglądam te filmy w sumie wyłącznie z racji na Paula Walkera, który podobał mi się 'od pierwszego zobaczenia', a że to ostatni film nakręcony przed jego śmiercią, to nie mogę go nie zobaczyć. Później jak się uda wybierzemy się na chwilę na salsotekę - następna będzie dopiero za dwa tygodnie, ale na nią mogą już się nie wyrobić, więc dziś ostatnia szansa na realizację mojego postanowienia przedporodowego ;)
A jutro korzystając z przecudnej pogody wybierzemy się w plener na jeszcze kilka ciążowych ujęć :-) w poniedziałek natomiast czeka nas wizyta u naszego pana doktora, zobaczymy ile nasz Maluszek już waży!
I powiem Wam, że już snuję plany 'pociążowe'... tzn. już sobie wyobrażam, jak w wakacje pakujemy Olusia do auta i jeździmy na krótkie wycieczki po okolicy... do lasu, nad wodę albo na ruiny zamku! Odkąd pamiętam moi rodzice zabierali mnie i brata na takie jednodniowe wycieczki i już się doczekać nie mogę, aż my będziemy tak jeździć z małym :-)
A na koniec: znowu tematy kocie :-) Staś i Olek w jednym spali domku, tyle że Olek jeszcze w środku ;)







