Kiedyś wydawało mi się, że 9 miesięcy ciąży będzie trwało całe wieki. Teraz już wiem, że wcale nie, czas leci jak szalony a my jesteśmy już coraz bliżej porodu!
Leci nam już 31. tydzień ciąży. Moja waga pokazuje, że przytyłam 11 kg i mam wrażenie, że trochę zaokrągliła mi się twarz (całe szczęście jeszcze nie tak, jak Agnieszce Szulim we wczorajszym odcinku 'Na językach' ;))
Czuję się cały czas bardzo dobrze, brzuszek mi za bardzo nie doskwiera, nie mam problemów ze spaniem. Kilka razy dopadły mnie zaparcia i coraz trudniej mi założyć buty, ale daję radę. Oby tak było już do końca!
W poniedziałek zaliczyliśmy drugie zajęcia szkoły rodzenia, poświęcone tematowi połogu. Prowadziła je naprawdę bardzo sympatyczna położna - emanowała od niej pozytywna energia i mam wrażenie, że naprawdę fajna z niej kobitka :-)
Położna skupiła się głównie na kilku pierwszych godzinach i dniach po porodzie. Ale mówiła też o tym, jak ważne jest karmienie dziecka mlekiem matki i stwierdziła, że każda kobieta powinna być w stanie wykarmić swoje dziecko - za przykład podała kobiety, które rodziły dzieci w obozach koncentracyjnych - były wychudzone i przemęczone, a mimo to były w stanie wykarmić dzieci.
Podkreśliła też, jak ważne jest wsparcie tatusiów po porodzie - zwłaszcza w 3/4 dobie, kiedy u kobiety może pojawić się kryzys. No i uczuliła nas też na znające się na wszystkim, a zwłaszcza na postępowaniu z maluszkami, babcie, koleżanki i inne postronne osoby. Dziecko będzie nasze, my je będziemy wychowywać, więc to my będziemy najlepiej wiedzieć co zrobić. Byle by tylko nie zmieniać non stop środków do pielęgnacji czy lekarza.



